podmiotowość chorego
podmiotowość chorego
Bardzo proszę o podpowiedzi jak uchronić podmiotowość chorego.
To jest dla mnie szalenie trudne: zachować miłość dla mojej Mamy. Teraz w jej ciele mieszka ktoś inny - złośliwy, arogancki, podły. Tak, tak, wiem, że to choroba. Ale też łatwiej nie pamiętać, zapomnieć - wtedy ten człowiek obok mniej boli, łatwiej się z nim porozumieć.
Czy troska, pomoc zastąpią Choremu czułość i ciepło? Mama każdym słowem i gestem odrzuca moją osobę. A może naprawdę mnie nie chce? Trudno być niechcianym dzieckiem, nawet jak się ma 50 lat.
Jak sobie radzicie z tym problemem? Jak dostrzegacie w swoich podopiecznych bliskich ludzi? Szczególnie w tych, którzy już nie budzą miłych myśli...
Gdzie przebiega cienka linia między obowiązkiem, powinnością a miłością? Ponoć miłosierdzie to akt miłości wobec tego człowieczeństwa, którego już nie ma, które zostało utracone... Tylko jak o tym pamiętać podczas kolejnej awantury? Jak bez obrażania godności doprowadzić do umycia śmierdzącego chorego ciała? Jak ocalić w sobie córkę, jeśli matka coraz bardziej odchodzi?
To nie są wydumane pytania, ale właśnie fundamentalne.
Jakie są Wasze odpowiedzi?
To jest dla mnie szalenie trudne: zachować miłość dla mojej Mamy. Teraz w jej ciele mieszka ktoś inny - złośliwy, arogancki, podły. Tak, tak, wiem, że to choroba. Ale też łatwiej nie pamiętać, zapomnieć - wtedy ten człowiek obok mniej boli, łatwiej się z nim porozumieć.
Czy troska, pomoc zastąpią Choremu czułość i ciepło? Mama każdym słowem i gestem odrzuca moją osobę. A może naprawdę mnie nie chce? Trudno być niechcianym dzieckiem, nawet jak się ma 50 lat.
Jak sobie radzicie z tym problemem? Jak dostrzegacie w swoich podopiecznych bliskich ludzi? Szczególnie w tych, którzy już nie budzą miłych myśli...
Gdzie przebiega cienka linia między obowiązkiem, powinnością a miłością? Ponoć miłosierdzie to akt miłości wobec tego człowieczeństwa, którego już nie ma, które zostało utracone... Tylko jak o tym pamiętać podczas kolejnej awantury? Jak bez obrażania godności doprowadzić do umycia śmierdzącego chorego ciała? Jak ocalić w sobie córkę, jeśli matka coraz bardziej odchodzi?
To nie są wydumane pytania, ale właśnie fundamentalne.
Jakie są Wasze odpowiedzi?
Re: podmiotowość chorego
Witaj Toniu bardzo dobrze cię rozumiem , ja przechodziłam to samo początki to był horror . Pierwsze to uzbroić się w cierpliwość ,wciąż powtarzaj nie będę się denerwować ,obojętnie co zastaniesz ,zawsze się uśmiechaj nawet jak mama zrobi coś złego nie okazuj złości ,tylko powiedz z uśmiechem nic się nie stało.bo agresja budzi agresje .Początki będą trudne ale uwierz mi że warto .mama zobaczy że jesteś dla niej dobra miła że ją przytulisz ,powiesz jakiś kawał zobaczysz że przestanie robić ci na złość .Ludzie chorzy lubią być w centrum zainteresowania .Oglądając telewizję razem pod jednym kocem przytulcie się trzymajcie za ręce , na dobranoc daj buzi ,one tego bardzo potrzebują .Zwróć uwagę....jak mama cię obserwuje w jakim jesteś humorze ? W momencie gdy mama ci zaufa będziesz i ty szczęśliwa i spokojniej będziesz żyła .Ja tak mogę powiedzieć o sobie .Z całego serca ci tego życzę.
Re: podmiotowość chorego
Nie. To nie tak. Mama tak się zachowuje, bo jest bezradna, zagubiona, przerażona...Tonia pisze:Teraz w jej ciele mieszka ktoś inny - złośliwy, arogancki, podły.
Człowiek chory nie panuje nad swoimi emocjami...
Chora osoba bardzo potrzebuje czułości i ciepła... Naprawdę bardzo...Tonia pisze: Czy troska, pomoc zastąpią Choremu czułość i ciepło? Mama każdym słowem i gestem odrzuca moją osobę.
Mama Cię odrzuca, ale Ty nie możesz odrzucać jej.
Musisz być bardzo łagodna, cierpliwa, nie możesz podnosić głosu a tym bardziej krzyczeć...
Z Mamą trzeba rozmawiać powoli i spokojnie, cierpliwie powtarzać po kilka razy polecenia.
Jak Mama zaczyna się denerwować to bardzo spokojnie trzeba odwrócić jej uwagę, zająć ją czymś innym...
Re: podmiotowość chorego
Dziękuję za odpowiedzi
Ja już kilka lat temu nauczyłam się hamować emocje, nie podnosić głosu, nie dać się sprowokować do zachowania, którego mogłabym się wstydzić. To, że agresja wynika z zagubienia - wiem. A jednak nie potrafię już w tej wściekłej osobie widzieć dobrej, łagodnej Mamy... a może NIE chcę widzieć, bo tak łatwiej mi z nią teraz żyć. Tylko - no właśnie - problem nie jest w tym, jaka Ona jest, a bardziej w tym, jak ja ją postrzegam. Zazdroszczę mojemu bratu, który widuje ją raz na miesiąc, że myśli o niej bez tego rozdwojenia.Ba, łatwiej mu zapewne, bo jest przecież tym dobrym dzieckiem, które może powiedzieć: stęskniłem się za tobą mamusiu. Ja już nie tęsknię i to mnie przeraża. I mimo to nie wyobrażam sobie zostawienia jej w miejscu, gdzie nikt by jej nie pamiętał tej dawnej właśnie, bo to by było tak, jakbym zupełnie pozwoliła jej odejść.
Więc jak zachować Jej podmiotowość? Ja scalić serdeczną, ciepłą, dowcipną Przyjaciółkę z kimś, kto w niej mieszka teraz?
Nie mogę z nią wspólnie niczego robić, bo "sobie nie życzy". "Męczę i zadręczam" ją swoim byciem obok...
Sadzę, że to raczej w moim myśleniu, a nie zachowaniu musi zajść zmiana. Jaka? Jak ją przeprowadzić?
A może tak trzeba - zgorzknieć, zapomnieć i udawać, że cel jest ważny, a nie motywacja. Bo przecież Mama jest "zaopiekowana". Tylko opiekunka...
Ja już kilka lat temu nauczyłam się hamować emocje, nie podnosić głosu, nie dać się sprowokować do zachowania, którego mogłabym się wstydzić. To, że agresja wynika z zagubienia - wiem. A jednak nie potrafię już w tej wściekłej osobie widzieć dobrej, łagodnej Mamy... a może NIE chcę widzieć, bo tak łatwiej mi z nią teraz żyć. Tylko - no właśnie - problem nie jest w tym, jaka Ona jest, a bardziej w tym, jak ja ją postrzegam. Zazdroszczę mojemu bratu, który widuje ją raz na miesiąc, że myśli o niej bez tego rozdwojenia.Ba, łatwiej mu zapewne, bo jest przecież tym dobrym dzieckiem, które może powiedzieć: stęskniłem się za tobą mamusiu. Ja już nie tęsknię i to mnie przeraża. I mimo to nie wyobrażam sobie zostawienia jej w miejscu, gdzie nikt by jej nie pamiętał tej dawnej właśnie, bo to by było tak, jakbym zupełnie pozwoliła jej odejść.
Więc jak zachować Jej podmiotowość? Ja scalić serdeczną, ciepłą, dowcipną Przyjaciółkę z kimś, kto w niej mieszka teraz?
Nie mogę z nią wspólnie niczego robić, bo "sobie nie życzy". "Męczę i zadręczam" ją swoim byciem obok...
Sadzę, że to raczej w moim myśleniu, a nie zachowaniu musi zajść zmiana. Jaka? Jak ją przeprowadzić?
A może tak trzeba - zgorzknieć, zapomnieć i udawać, że cel jest ważny, a nie motywacja. Bo przecież Mama jest "zaopiekowana". Tylko opiekunka...
Re: podmiotowość chorego
Witam Tonia
mogę się podpisać pod tym co napisałaś. Od zawsze mieszkam z mamą - od 5 lat mama choruje na Alzheimera. Mam rodzeństwo, które nie mieszka w Polsce więc sama opiekuję się mamą. Nie wiem, czy opieka to właściwe słowo. Mam dosyć. Tęsknię za mamą, brakuje mi jej, bo w ciele mojej mamy - mama jest schowana głęboko.
Wiem, że nie wolno się denerwować, że należy się uśmiechać i dać choremu więcej czasu na wykonanie jakieś czynności. Znam teorię, ale w praktyce to mi nie wychodzi. Zwłaszcza rano, gdy muszę ogarnąć siebie i mamę i zdążyć na czas do pracy. Kiedy umyć mamę można tylko wtedy gdy wepchnie się ją siłą pod prysznic (tak jest 8 na 10 przypadków).
W mojej opiece mam wrażenie że został już tylko obowiązek. Mam wrażenie, że nie mam żadnych praw tylko obowiązki. Bo nie wolno mi się denerwować, tracić cierpliwości itp. A jakie mam prawa? Zazwyczaj obowiązki idą w parze z prawami. Własnego życia w zasadzie nie mam. Rano praca, po pracy opieka nad mamą. Jak mam coś do załatwienia to biorę urlop i załatwiam to w godzinach pracy, bo do 15 mama ma opiekę abym mogła pracować. Po pracy jak gdzieś wychodzę to wynajmuję opiekunkę.
Najgorsze jest to, że Alzheimer nie tylko zabrał mi mamę ale także wspomnienia, coraz mniej pamiętam mamę z przed choroby. Mam wrażenie, że choruje od zawsze.
mogę się podpisać pod tym co napisałaś. Od zawsze mieszkam z mamą - od 5 lat mama choruje na Alzheimera. Mam rodzeństwo, które nie mieszka w Polsce więc sama opiekuję się mamą. Nie wiem, czy opieka to właściwe słowo. Mam dosyć. Tęsknię za mamą, brakuje mi jej, bo w ciele mojej mamy - mama jest schowana głęboko.
Wiem, że nie wolno się denerwować, że należy się uśmiechać i dać choremu więcej czasu na wykonanie jakieś czynności. Znam teorię, ale w praktyce to mi nie wychodzi. Zwłaszcza rano, gdy muszę ogarnąć siebie i mamę i zdążyć na czas do pracy. Kiedy umyć mamę można tylko wtedy gdy wepchnie się ją siłą pod prysznic (tak jest 8 na 10 przypadków).
W mojej opiece mam wrażenie że został już tylko obowiązek. Mam wrażenie, że nie mam żadnych praw tylko obowiązki. Bo nie wolno mi się denerwować, tracić cierpliwości itp. A jakie mam prawa? Zazwyczaj obowiązki idą w parze z prawami. Własnego życia w zasadzie nie mam. Rano praca, po pracy opieka nad mamą. Jak mam coś do załatwienia to biorę urlop i załatwiam to w godzinach pracy, bo do 15 mama ma opiekę abym mogła pracować. Po pracy jak gdzieś wychodzę to wynajmuję opiekunkę.
Najgorsze jest to, że Alzheimer nie tylko zabrał mi mamę ale także wspomnienia, coraz mniej pamiętam mamę z przed choroby. Mam wrażenie, że choruje od zawsze.
Re: podmiotowość chorego
Witam Cię Toniu.
Rozumie Twoje rozterki. Moja Mama była zawsze osobą apodyktyczną. W chorobie bardzo się to nasiliło. Nie chciała być ze mną. Całe życie liczył się dla Niej syn z pierwszego małżeństwa. Chciała być u niego. No ale przecież on ma czyściutko jak w pudełku. Jego opieka zakończyła się zlikwidowaniem Mamy konta zabraniem jej oszczędności.Mamusia zrobiła im kupkę na piękną skórzaną kanapę i najprościej było zerwać z Nią kontakt i przywieść ją do mnie.Cała rodzinka ze strony Mamy ma mnie gdzieś. Czasami ciotka zadzwoni, która miała Mamę odwiedzać i posiedzieć z Nią, ale na dobrych chęciach się skończyło. Mama nie umiała się z tym pogodzić. Była agresywna. Chciała sobie mnie i moją rodzinę podporządkować. Zachowywała się dokładnie tak, jak Ty opisujesz zachowanie swojej Mamy. Najbardziej nienawidziła mojej córki. I fajnie się tu pisze, że to choroba, że trzeba być spokojnym, uśmiechniętym. Mnie się na początku żyć nie chciało. Płakałam nocami. Zastanawiałam się co ja komu złego zrobiłam, że Bóg mnie tak doświadcza.Moja 13-letnia córka chciała się z domu do koleżanki wyprowadzać.
Gdy bym była taka spolegliwa do dziś moja Mama wchodziła by mi na głowę. Niestety ja musiałam się stanowczo postawić i pokazać Mamie kto tu rządzi. Inaczej nie dałabym rady. Zwariowałabym gdybym każdego dnia musiała walczyć o kąpiel. Mama myśli, że jestem jej mamą, wie że musi mnie słuchać. Trochę to chichot losu. Tresowała mnie i Śp. Ojca całe nasze życie a teraz role się odwróciły.Naśmiewała się ze swoim synusiem jakie to jesteśmy niedorajdy. Ale jak trzeba było coś załatwić , to zawsze dzwoniła do mnie. Synuś miał rodzinę i był bardzo zajęty. Ja nie miałam dzieci ani rodziny to były króliki. Widać dobrze mnie wytresowała. Ale to chyba mój Tata, który bardzo mnie kochał,zaszczepił we mnie to człowieczeństwo.Jak zachorował na raka. Mama zadzwoniła do mnie- "Tata ma guza musisz się Nim zaopiekować" I zabrałam Tate do siebie i walczyłam z chorobą do ostatnich dni. Umierał w moim domu przy mnie. I nikogo z nami nie było oprócz moich dzieci i męża. I OCZYWIŚCIE LUDZI Z HOSPICJUM DOMOWEGO, KTÓRYCH POMOC W TYCH OSTATNICH CHWILACH BYŁA BEZCENNA.I mimo tego wszystkiego nie byłabym w stanie się od Mamy odwrócić. Tak jak to zrobił jej kochany synuś.Nie zastanawiam się nad podmiotowością , godnością mojej Mamy. Nie wiem czy ją to w ogóle interesuje. Jak wychodzi ze swojego pokoju, bez pielucho majtek przychodzi do kuchni, jak ja przygotowuje posiłek i robi na jej środku kupę. Wiem, że muszę ją wykąpać i sprzątnąć kupę. Nie robię tego z uśmiechem na ustach. Nie mówię, że nic się nie stało. SZLAG mnie trafia. Czasami mam wszystkiego dość. Robię to co do mnie należy i staram się to robić najlepiej jak potrafię.
Rozumie Twoje rozterki. Moja Mama była zawsze osobą apodyktyczną. W chorobie bardzo się to nasiliło. Nie chciała być ze mną. Całe życie liczył się dla Niej syn z pierwszego małżeństwa. Chciała być u niego. No ale przecież on ma czyściutko jak w pudełku. Jego opieka zakończyła się zlikwidowaniem Mamy konta zabraniem jej oszczędności.Mamusia zrobiła im kupkę na piękną skórzaną kanapę i najprościej było zerwać z Nią kontakt i przywieść ją do mnie.Cała rodzinka ze strony Mamy ma mnie gdzieś. Czasami ciotka zadzwoni, która miała Mamę odwiedzać i posiedzieć z Nią, ale na dobrych chęciach się skończyło. Mama nie umiała się z tym pogodzić. Była agresywna. Chciała sobie mnie i moją rodzinę podporządkować. Zachowywała się dokładnie tak, jak Ty opisujesz zachowanie swojej Mamy. Najbardziej nienawidziła mojej córki. I fajnie się tu pisze, że to choroba, że trzeba być spokojnym, uśmiechniętym. Mnie się na początku żyć nie chciało. Płakałam nocami. Zastanawiałam się co ja komu złego zrobiłam, że Bóg mnie tak doświadcza.Moja 13-letnia córka chciała się z domu do koleżanki wyprowadzać.
Gdy bym była taka spolegliwa do dziś moja Mama wchodziła by mi na głowę. Niestety ja musiałam się stanowczo postawić i pokazać Mamie kto tu rządzi. Inaczej nie dałabym rady. Zwariowałabym gdybym każdego dnia musiała walczyć o kąpiel. Mama myśli, że jestem jej mamą, wie że musi mnie słuchać. Trochę to chichot losu. Tresowała mnie i Śp. Ojca całe nasze życie a teraz role się odwróciły.Naśmiewała się ze swoim synusiem jakie to jesteśmy niedorajdy. Ale jak trzeba było coś załatwić , to zawsze dzwoniła do mnie. Synuś miał rodzinę i był bardzo zajęty. Ja nie miałam dzieci ani rodziny to były króliki. Widać dobrze mnie wytresowała. Ale to chyba mój Tata, który bardzo mnie kochał,zaszczepił we mnie to człowieczeństwo.Jak zachorował na raka. Mama zadzwoniła do mnie- "Tata ma guza musisz się Nim zaopiekować" I zabrałam Tate do siebie i walczyłam z chorobą do ostatnich dni. Umierał w moim domu przy mnie. I nikogo z nami nie było oprócz moich dzieci i męża. I OCZYWIŚCIE LUDZI Z HOSPICJUM DOMOWEGO, KTÓRYCH POMOC W TYCH OSTATNICH CHWILACH BYŁA BEZCENNA.I mimo tego wszystkiego nie byłabym w stanie się od Mamy odwrócić. Tak jak to zrobił jej kochany synuś.Nie zastanawiam się nad podmiotowością , godnością mojej Mamy. Nie wiem czy ją to w ogóle interesuje. Jak wychodzi ze swojego pokoju, bez pielucho majtek przychodzi do kuchni, jak ja przygotowuje posiłek i robi na jej środku kupę. Wiem, że muszę ją wykąpać i sprzątnąć kupę. Nie robię tego z uśmiechem na ustach. Nie mówię, że nic się nie stało. SZLAG mnie trafia. Czasami mam wszystkiego dość. Robię to co do mnie należy i staram się to robić najlepiej jak potrafię.
Re: podmiotowość chorego
Witaj Toniu,
Po pierwsze być może nie musi być z Mamą tak jak jest teraz. Nie wiem jaką konkretnie ma diagnozę, ponieważ choroby otępienne mają kilka odmian. Ważne czy jest pod opieką dobrego psychiatry, czy przekazujesz mu precyzyjnie swoje obserwacje jej zachowań. Jest szansa na to aby dobrze ustawić terapię farmakologiczną i wyciszyć w dużym stopniu objawy agresji, które najczęściej wynikają ze stanów lękowych, depresyjnych, urojeń. Moja Mama choruje na otępienie czołowo-skroniowe (FTLD) Pierwszą diagnozą była klasyczna choroba alzheimera (AD). Leki na tę chorobę (Excelon) nie pomogły, a pogorszyły stan psychiczny Mamy, spowodowały właśnie silną agresję i depresję. Teraz terapia jest ustawiona dobrze i jej stan, choć ma wahania w ciągu dnia jest o wiele lepszy.
Po drugie skoro masz piękne wspomnienia miłości do Mamy, jaką była kiedyś, staraj się na tym właśnie koncentrować swoje myśli, bo to jest bezcenne.
Ja nie mam w ogóle podobnych wspomnień związanych z moją Mamą, która całe swoje życie koncentrowała się na przedmiotach i sobie samej. Często więc powtarzam sobie, że urodziła mnie i to jest jej wielka zasługa, a także, że przecież mam zwykłe ludzkie miłosierdzie i po prostu los mnie w tym testuje. Nie mam zresztą wyboru, Mama jest wdową, a ja jedynaczką.
Po trzecie nie wiem też w jakim stopniu jesteś obciążona na co dzień opieką i jakie masz możliwości finansowe, ale ja w pewnym momencie stwierdziłam, że skoro na szczęście stać nas na opiekunkę 24h, nie muszę być "siłaczką" ponad miarę własnych psychicznych możliwości. Odzyskałam dzięki temu spory kawałek swojego życia i to pozwala mi zachować dystans, obserwować jej zachowania raczej niż się nimi głęboko przejmować. Pomogło także bardzo staranne czytanie tutaj na forum oraz w ogóle w internecie na temat tej choroby. Zrozumiałam, że zachowania Mamy są typowe, a radzić sobie z tym musi wiele innych osób w dużo gorszej życiowej sytuacji niż ja. Alzheimer to choroba, w której pacjent nie ma wdzięczności za opiekę , a wręcz przeciwnie . I tego się nie zmieni. Zrozumienie tego także pomaga nabrać dystansu.
A przedtem zdarzało się wyć z bezsilności i poczucia kompletnej niesprawiedliwości losu. To z kolei przenosiło się na rodzinę i rujnowało moją skuteczność w bardzo odpowiedzialnej pracy. Bezsenność, zmęczenie, strach to nie są dobrzy towarzysze życia. Szukaj w sobie siły i mądrości, aby się wyzwolić.
Po pierwsze być może nie musi być z Mamą tak jak jest teraz. Nie wiem jaką konkretnie ma diagnozę, ponieważ choroby otępienne mają kilka odmian. Ważne czy jest pod opieką dobrego psychiatry, czy przekazujesz mu precyzyjnie swoje obserwacje jej zachowań. Jest szansa na to aby dobrze ustawić terapię farmakologiczną i wyciszyć w dużym stopniu objawy agresji, które najczęściej wynikają ze stanów lękowych, depresyjnych, urojeń. Moja Mama choruje na otępienie czołowo-skroniowe (FTLD) Pierwszą diagnozą była klasyczna choroba alzheimera (AD). Leki na tę chorobę (Excelon) nie pomogły, a pogorszyły stan psychiczny Mamy, spowodowały właśnie silną agresję i depresję. Teraz terapia jest ustawiona dobrze i jej stan, choć ma wahania w ciągu dnia jest o wiele lepszy.
Po drugie skoro masz piękne wspomnienia miłości do Mamy, jaką była kiedyś, staraj się na tym właśnie koncentrować swoje myśli, bo to jest bezcenne.
Ja nie mam w ogóle podobnych wspomnień związanych z moją Mamą, która całe swoje życie koncentrowała się na przedmiotach i sobie samej. Często więc powtarzam sobie, że urodziła mnie i to jest jej wielka zasługa, a także, że przecież mam zwykłe ludzkie miłosierdzie i po prostu los mnie w tym testuje. Nie mam zresztą wyboru, Mama jest wdową, a ja jedynaczką.
Po trzecie nie wiem też w jakim stopniu jesteś obciążona na co dzień opieką i jakie masz możliwości finansowe, ale ja w pewnym momencie stwierdziłam, że skoro na szczęście stać nas na opiekunkę 24h, nie muszę być "siłaczką" ponad miarę własnych psychicznych możliwości. Odzyskałam dzięki temu spory kawałek swojego życia i to pozwala mi zachować dystans, obserwować jej zachowania raczej niż się nimi głęboko przejmować. Pomogło także bardzo staranne czytanie tutaj na forum oraz w ogóle w internecie na temat tej choroby. Zrozumiałam, że zachowania Mamy są typowe, a radzić sobie z tym musi wiele innych osób w dużo gorszej życiowej sytuacji niż ja. Alzheimer to choroba, w której pacjent nie ma wdzięczności za opiekę , a wręcz przeciwnie . I tego się nie zmieni. Zrozumienie tego także pomaga nabrać dystansu.
A przedtem zdarzało się wyć z bezsilności i poczucia kompletnej niesprawiedliwości losu. To z kolei przenosiło się na rodzinę i rujnowało moją skuteczność w bardzo odpowiedzialnej pracy. Bezsenność, zmęczenie, strach to nie są dobrzy towarzysze życia. Szukaj w sobie siły i mądrości, aby się wyzwolić.
Re: podmiotowość chorego
Dziękuję za odpowiedzi
Rzeczywiście, leki mogą nieco ostudzić chorobę. Mama ma zdiagnozowanego alzheimera dopiero od pół roku, wcześniej była mowa o otępieniu mieszanym (jest po mini udarach). Zmiana lekarza - poprzedni twierdził, że nie ma innych leków poza donepexem, który był skuteczny długo, ale nagle!!! przestał- sprawiła, że Mama dostaje też axurę, kwetaplex (na uregulowanie snu) i - od niedawna- mozarin. Po wprowadzeniu memantyny przestała cierpieć na urojenia, zmniejszyły się też ataki słowne, lepiej orientuje się w przestrzeni, ale pamięć już nie wróciła. Cały czas chce się przeprowadzić do swojego mieszkania, tęskni za samodzielnością, ale jednocześnie nic nie potrafi wokół siebie nic zrobić. Niby czyta i niby ogląda. Czasem potrafi przekazać interesującą wiadomość. Ma wyższe wykształcenie humanistyczne, była cenioną i szanowaną przez młodzież nauczycielką, zawsze życzliwą. Jej cechą wyjątkową było to, że zawsze starała się rozmówcy powiedzieć komplement, wyszukać dobrą cechę i ją pochwalić. Szukała w ludziach dobra i je dawała. Być może dlatego jest mi szczególnie przykro słuchać tego, co mówi o mnie i o moim mężu, i co zmyśla na nasz temat, jak się strasznie do nas odnosi...
Tonia
Rzeczywiście, leki mogą nieco ostudzić chorobę. Mama ma zdiagnozowanego alzheimera dopiero od pół roku, wcześniej była mowa o otępieniu mieszanym (jest po mini udarach). Zmiana lekarza - poprzedni twierdził, że nie ma innych leków poza donepexem, który był skuteczny długo, ale nagle!!! przestał- sprawiła, że Mama dostaje też axurę, kwetaplex (na uregulowanie snu) i - od niedawna- mozarin. Po wprowadzeniu memantyny przestała cierpieć na urojenia, zmniejszyły się też ataki słowne, lepiej orientuje się w przestrzeni, ale pamięć już nie wróciła. Cały czas chce się przeprowadzić do swojego mieszkania, tęskni za samodzielnością, ale jednocześnie nic nie potrafi wokół siebie nic zrobić. Niby czyta i niby ogląda. Czasem potrafi przekazać interesującą wiadomość. Ma wyższe wykształcenie humanistyczne, była cenioną i szanowaną przez młodzież nauczycielką, zawsze życzliwą. Jej cechą wyjątkową było to, że zawsze starała się rozmówcy powiedzieć komplement, wyszukać dobrą cechę i ją pochwalić. Szukała w ludziach dobra i je dawała. Być może dlatego jest mi szczególnie przykro słuchać tego, co mówi o mnie i o moim mężu, i co zmyśla na nasz temat, jak się strasznie do nas odnosi...
Tonia
Re: podmiotowość chorego
Toniu ,moja mamcia miała podobne objawy ,obgadywała, wyzywała i też jest po lekkim udarze prawej strony .bierze Nimvastin.Cierpliwość się opłaciła i dzięki temu mam spokój i dużo czasu dla siebie i w tej chwili nic złego mi nie robi .Jestem bardzo szczęśliwa że mogę sam się nią opiekować .Jedyny problem to mam ze spacerem bo ma problem z chodzeniem .Cieszy się jak małe dziecko jak jej włosy kręcę , jak ładnie ubiorę ,buzie kremem posmaruje ,wciąż powtarza że mnie kocha .Pod wpływem spokoju zmieniła się bardzo .Bardzo bym chciała żeby i tobie udało ujarzmić się tą wstrętna chorobę .Traktuj ją jak dziecko mów pieszczotliwie .Życzę żeby ci się udało. 
Re: podmiotowość chorego
krystja66 Bardzo Cię podziwiam.Jesteś Bardzo dobrym człowiekiem.Nie wiem skąd bierzesz siłę i czas na to( spacery, kręcenie włosów, kremowanie) Nie wiem, ale podziwiam.
W drodze z pracy robię zakupy.Jak już przytargam wszystkie reklamówki do domu. Sprzątam niespodzianki jakie mi Mama przygotowała. Kąpiel przebieranie łóżka,przygotowanie obiadu.Nakarmienie dwoje dzieci, Mamy, Męża. Ogarnięcie mieszkania. Każdemu po przyjściu ze szkoły, z pracy musisz poświęcić czas. Wysłuchać.Robi się wieczór. Kolacja. Rodzinka rozchodzi się do swoich zajęć, a ja szykuję już obiad na następny dzień. Pranie, prasownie. Wszyscy idą spać. Około 22.30. I mam wtedy czas dla siebie. Boże jak mi dobrze, że nikt ode mnie nic nie chce. Ogarniam kuchnię. Sprawdzam co na następny dzień mam kupić. Robi się godz. 24 i podam jak sznita.
W drodze z pracy robię zakupy.Jak już przytargam wszystkie reklamówki do domu. Sprzątam niespodzianki jakie mi Mama przygotowała. Kąpiel przebieranie łóżka,przygotowanie obiadu.Nakarmienie dwoje dzieci, Mamy, Męża. Ogarnięcie mieszkania. Każdemu po przyjściu ze szkoły, z pracy musisz poświęcić czas. Wysłuchać.Robi się wieczór. Kolacja. Rodzinka rozchodzi się do swoich zajęć, a ja szykuję już obiad na następny dzień. Pranie, prasownie. Wszyscy idą spać. Około 22.30. I mam wtedy czas dla siebie. Boże jak mi dobrze, że nikt ode mnie nic nie chce. Ogarniam kuchnię. Sprawdzam co na następny dzień mam kupić. Robi się godz. 24 i podam jak sznita.