Historię choroby mojej mamy zacznę od początku.
Trzy lata temu moja mama zaczęła strasznie chudnąć. Zaczęła mieć problemy z prowadzeniem samochodu (źle zmieniała biegi). Rozpoczęła leczenie u neurologa, bo często bolała ją głowa i miała problemy z pamięcią. Z czasem zaniechała wizyt u lekarza i stała się cicha, miała problemy z koncentracją i zapisaniem liczb trzycyfrowych. Strasznie stroniła od ludzi. Wyczytałam w internecie, że może to być depresja i siostra załatwiła lekarza. Lekarz psychiatra dał leki tak naprawdę od tego czasu się zaczęło. Mama dużo spała (ale po psychotropach to było normalne) jednak z depresji nie wychodziła. Po kilku miesiącach, gdzie stan uległ pogorszeniu - mama zaczęła zapominać nazwy przedmiotów itp, poprosiłam lekarza o skierowanie na jakieś badania (nie wiem czemu nie zrobił tego od razu, tylko stwierdził depresję na podstawie tego co mówiłam). Mama dostała skierowanie do neurologa, a ten dał skierowanie na TK głowy. Jednak badanie nie wykazało żadnych zmian neurologicznych, więc zostałyśmy odesłane spowrotem do psychiatry. Następnie zostałyśmy skierowane do psychologa klinicznego, gdzie stwierdzono mamie otępienie czołowo-skroniowe. Kolejnym etapem w leczeniu było skierowanie do szpitala na szczegółowe badania. tam pobrano mamie płyn mózgowo-rdzeniowy i zrobiono rezonans magnetyczny. Wynik rezonansu nie wykazał żadnych niepokojących zmian, jednak w płynie białko było znacznie podniesione, a coś innego (nie pamiętam nazwy) za niskie. W międzyczasie mama przeszła na rentę, a ja zmieniłam mamie lekarza, ponieważ tamten przez pół roku nic nie robił, dopiero jak zaczęłam się niecierpliwić, że leczenie trwa za długo. W tym momencie mama leczy się u profesora w Warszawie, który stwierdził Alzheimera, mimo że w mózgu brak jest oznak tej choroby. Pan doktor stwierdził to na podstawie wyników płynu i na podstawie kolejnych badań psychologa klinicznego. Stwierdzono, że choroba jest wczesna, ale bardzo dynamiczna, bo dzisiaj mama nie funkcjonuje jak osoba, u której w mózgu nie ma zmian spowodowanych chorobą. I tu rodzi się moja myśl - czy to na pewno Alzheimer? Może to jakaś blokada psychiczna - mama jest bardzo wrażliwa, a nie miała lekkiego życia. Ostatnio bardzo często płacze, jest strasznie zestresowana, zagubiona (mam wrażenie, że czuje się jak mała dziewczynka pośród wielkiego tłumu). Najgorsze jest to, że ona ma dopiero 51 lat, a ja połowę mniej od niej i w niektórych sytuacjach nie potrafię sobie poradzić. Czy ktoś miał podobny przypadek, że osoby nie było oznak choroby w mózgu, tylko w płynie mózgowo-rdzeniowym? Czy ta choroba aż tak szybko się rozwija? POMOCY!