Witam wszystkich, odnalazłam Wasze forum jakiś czas temu, ale dopiero wczoraj dopadłam chwilę, aby się zarejestrować.
Ale od początku.
Nazywam się Natalia, mieszkam w Zabrzu na Śląsku i mam babcię, u której pojawiają się objawy choroby Alzheimera. Wraz z mężem, a moim dziadkiem, mieszkają na Dolnym Śląsku, w Wałbrzychu. Od 40 lat.
Dla ścisłości - jej młodsza siostra zmarła dwa lata temu właśnie w wyniku postępu choroby Alzheimera, a druga jest na etapie świadomości trzyletniego dziecka, rozmazywania swojej kupy na ścianie i wyrzucania świętych obrazków przez okno. Wiadomo - totalna zmiana charakteru, bo przez całe życie była bardzo wierzącą osobą. Opiekują się nią dwie córki, które mieszkają z nią w tym samym mieście, więc dopóki dają radę, dom opieki pozostaje im w odwodzie.
A teraz przypadek mojej babci. Ma 81 lat i jako, że mam na co dzień do czynienia z medycyną (studiuję elektroradiologię, siostra medycynę, a mama jest położną, drugi dziadek był lekarzem w wielospecjalistycznymi tytułami), to mam szeroką wiedzę o tej chorobie i z całą pewnością mogę stwierdzić, że pierwsze objawy pojawiły się już parę lat temu. Babcia była zawsze nad wyraz upartą osobą, ale teraz jej osobowość przybiera na sile, jeśli mogę to tak określić, oczywiście staje się bardziej agresywna i nie rozumie niczego co się do niej mówi.
Od około dwóch miesięcy babcia ma wizje nas - czyli taty, mamy, nawet teściów mojej siostry (których nie zna, a oni nie znają jej) - że przyjeżdżamy pod jej blok i nocujemy w samochodzie, bądź u sąsiadki. Dziadek, który jest już starutki - ma 88 lat - zawsze silny i dominujący, teraz z racji wieku ma stwierdzoną lekką demencję starczą i zrobił się jej całkowicie uległy. Gubi się czasem na własnym osiedlu, jest niepewny i przestraszony, nie wytrzymuje psychicznie nocnych eskapad babci. Dzień w dzień mama odbierała telefony od babci czy przypadkiem nie przyjechaliśmy i dlaczego spaliśmy w samochodzie. Logiczne tłumaczenia nie pomagają, wiem, to cecha tej choroby.
Postanowiliśmy więc zrobić ryzykowny krok - przenieść dziadków do Zabrza i wynajęliśmy im mieszkanko dwie ulice od naszej. Tydzień temu nasza wizyta u dziadków, płacze i błagania przyniosły zgodę babci na przeprowadzkę. Mama zorganizowała nawet wizytę opiekunki socjalnej, która "na wszelki wypadek" miała rozpocząć procedurę przeniesienia babci do domu opieki. W końcu nie sposób przewidzieć, jak rozwinie się choroba, w jakim tempie, itd. Mimo zgody babci, wszyscy byliśmy świadomi tego, że gdy wrócimy tam za umówione dwa tygodnie, aby rozpocząć przeprowadzkę, babcia zdąży zmienić zdanie. Minęły dwa dni i codziennie babcia krzyczała do słuchawki "Nie przeprowadzamy się" i odkładała słuchawkę telefonu. Słyszeliśmy w tle, jak jeszcze powtarzała do dziadka "powiedz, że nie jedziemy" Akurat z dziadkiem problemu nie ma, chce mieć spokój, wyspać się, wiadomo, czuje się zagubiony, więc jego zgoda jest.
Dziś mama z siostrą wyruszyły do Wałbrzycha, żeby spróbować jeszcze raz. Nie udało się przekonać babci. Wracają zapłakane z dziadkiem, babcia została.
Co robić? Czy ktoś z Was miał do czynienia z takim problemem i udało się go rozwiązać? Cała rodzina ma nerwy w strzępach, bo babcia sama tak daleko to koszmar.
Jeśli chodzi o prawne kwestie. Nie jest ubezwłasnowolniona - nie chce iść do lekarza, nie da się jej zaciągnąć, żeby móc stwierdzić u specjalisty, że cierpi na tą chorobę. Oczywiście babci, w jej własnym mniemaniu, nic nie dolega. "ona umrze w Wałbrzychu i kropka". Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ona sobie sprawy z tego nie zdaje, ale mamy związane ręce!
Rozważaliśmy opcję opiekunki, która przychodziłaby na 8 godzin i pomagała. Wszystko fajnie, ale babcia nawet jej do domu nie wpuści.
Fizycznie i praktycznie, mimo że jest nas czworo, nie mamy możliwości pojechać do babci i u niej zostać. Z siostrą mamy studia, ojciec jest na wypowiedzeniu umowy o pracę, jedynym żywicielem rodziny jej mama (córka babci), która wywalczyła urlop kończący się w niedzielę i na odchodne usłyszała tekst od szefowej: "mogłabym teraz panią zwolnić". a nie ukrywam, jesteśmy zadłużeni po uszy i sytuacja jest patowa.
Ratunku. Wskażcie jakąś drogę.
A i jeszcze jedno. Wczoraj mama przeprowadzała rozmowę z lekarzem dyżurującym w zakładzie psychiatrycznym, prosiła o poradę, ale i on rozłożył ręce. Bez ubezwłasnowolnienia nic się nie da zrobić.
Mam jednak nadzieję, że może komuś z Państwa, coś wpadnie do głowy, a może i z doświadczenia otrzymam jakąś pomoc...
Proszę o pomoc
Re: Proszę o pomoc
Witaj, podejrzewam że wszystkim ciężko jest coś doradzić w takiej sytuacji i dlatego nikt się jeszcze nie odezwał...
Gdyby jakoś Babcię udało się przekonać, że to nie przeprowadzka a jedynie wyjazd na wakacje to już wtedy może byłoby łatwiej...
Gdyby jakoś Babcię udało się przekonać, że to nie przeprowadzka a jedynie wyjazd na wakacje to już wtedy może byłoby łatwiej...
Więcej informacji:
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M