Witam serdecznie.
Przyjechałam na święta do rodziców, którzy od kilku już lat sprawują 24h opiekę nad obecnie 93-letnią moją chorą na Alzheimer'a babcią. Chora od prawie roku jest już osobą leżącą, odżywianą za pomocą strzykawki, teraz już bez kontaktu z otoczeniem. Największym problemem obecnie jest praktycznie nieustanny, głośny "bełkot" wydawany przez chorą. Jak mantrę powtarza (nawet przez 19 godzin non-stop !!! ) zachrypniętym już głosem "ba ba ba ba". Nie jest to związane z jakimś bólem, który mógłby jej ewentualnie dokuczać. Mama próbowała już chyba wszystkiego. Konsultacja psychiatryczna: leki - Promazin 75mg/h, Estazolan 2mg/h nie przynoszą żadnego efektu! Poprzednio zalecono celem wyciszenia babci plastry - Durogesic 25, potem Transtec 52,5 które zamiast przynieść spodziewany efekt sprawiły, że chora jeszcze bardziej stała się pobudzona. Mama odstawiła te plastry. Może ktoś ma podobne doświadczenia z chorym w takim stanie. Męczą się obie strony. Mama płacze, bo jest już kłębkiem nerwów (3,5 roku temu po mastektomii), a babcia nieświadoma już niczego, co się wokół niej dzieje "wyje" żałośnie "ba ba ba...". Mieszkam daleko od rodziców i nie wiem jak mogę im wszystkim pomóc.
Pozdrawiam i chylę czoło przed opiekunami osób, które dotknęła ta straszna choroba.