Wspólne mieszkanie z Babcią.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witam po przerwie!
Dzisiaj byłam z babcią u psychiatry, nie dostała żadnych nowych lekarstw, bo wcześniej od Pani neurolog dostała Depakine (na ustabilizowanie nastroju). U neurologa byłyśmy 12 marca, będziemy dążyć do podawania Nimvastidu, dawki 2x6mg na dobę. No i mamy rozpoznanie alzheimera. Jak wiadomo, choroba będzie postępować. Zostałysmy przygotowane na konieczność opieki 24/h - oczywiście przez odpowiednią osobę, w domu lub w ośrodku.
Z jednej strony cieszę się, że W KOŃCU choroba została określona, z drugiej już od roku byłam na 99% pewna, że to to... tylko, że gdzieś tam w środku miałam nadzieję, że może to coś innego.
Dzisiaj byłam z babcią u psychiatry, nie dostała żadnych nowych lekarstw, bo wcześniej od Pani neurolog dostała Depakine (na ustabilizowanie nastroju). U neurologa byłyśmy 12 marca, będziemy dążyć do podawania Nimvastidu, dawki 2x6mg na dobę. No i mamy rozpoznanie alzheimera. Jak wiadomo, choroba będzie postępować. Zostałysmy przygotowane na konieczność opieki 24/h - oczywiście przez odpowiednią osobę, w domu lub w ośrodku.
Z jednej strony cieszę się, że W KOŃCU choroba została określona, z drugiej już od roku byłam na 99% pewna, że to to... tylko, że gdzieś tam w środku miałam nadzieję, że może to coś innego.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Ehhh..... chyba zaczyna łapać mnie lekki dół.
Babcia non stop siedzi u mnie w pokoju, nie mogę spokojnie robić rzeczy na studia, nie mogę się zrelaksować w postaci obejrzenia jakiegoś filmu. Z natury jestem osobą, która skupia się dopiero w samotności, a tu nie mogę. Nie daję rady tak funkcjonować, babcia chodzi spać około 23 - północy i dopiero wtedy mam szansę w spokoju i skupieniu porobić coś na studia. I do której? do 3-4? Później zasypiam na zajęcia i tak zatacza się krąg... Od 6:30 - 7 budzi mnie babcia, z różnymi pytaniami co 10 minut, czy czynsz zapłacony, co będzie na obiad itd... kiedy ja spokojnie i WYSPANA mogłabym sobie wstać np. o 9 i pójść na zajęcia. Niby w chorobie babci nie jest jeszcze tak źle, ogarnia co nieco, z boku wydaje się zupełnie świadoma, ale w życiu zaczyna robić się koszmarnie...
Babcia non stop siedzi u mnie w pokoju, nie mogę spokojnie robić rzeczy na studia, nie mogę się zrelaksować w postaci obejrzenia jakiegoś filmu. Z natury jestem osobą, która skupia się dopiero w samotności, a tu nie mogę. Nie daję rady tak funkcjonować, babcia chodzi spać około 23 - północy i dopiero wtedy mam szansę w spokoju i skupieniu porobić coś na studia. I do której? do 3-4? Później zasypiam na zajęcia i tak zatacza się krąg... Od 6:30 - 7 budzi mnie babcia, z różnymi pytaniami co 10 minut, czy czynsz zapłacony, co będzie na obiad itd... kiedy ja spokojnie i WYSPANA mogłabym sobie wstać np. o 9 i pójść na zajęcia. Niby w chorobie babci nie jest jeszcze tak źle, ogarnia co nieco, z boku wydaje się zupełnie świadoma, ale w życiu zaczyna robić się koszmarnie...
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
cosanostra,ja jeszcze nie mam takiej sytuacji,ale myślę,że powinnaś znaleźć babci jakieś zajęcie.Na pewno jest coś,czym mogłaby się zająć i co by jej się spodobało.Babcia jest znów dzieckiem.A kiedy dzieci się nudzą,to im wyszukujemy zajęcia.
Poza tym nadszedł chyba czas,żebyś przyzwyczajała się do obecności babci obok.Ja też kiedyś lubiłam się uczyć w samotności,ale mieszkanie w akademiku zmusiło mnie do zmiany przyzwyczajeń co przydało się później w szalonej pracy zawodowej.
Poza tym nadszedł chyba czas,żebyś przyzwyczajała się do obecności babci obok.Ja też kiedyś lubiłam się uczyć w samotności,ale mieszkanie w akademiku zmusiło mnie do zmiany przyzwyczajeń co przydało się później w szalonej pracy zawodowej.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witam Cię w moim wątku.
Ze znalezieniem babci zajęcia jest ogromny problem. Kiedyś umiała i lubiła robić coś na drutach, pamiętam jak jeszcze byłam mała, ciągle coś robiła. Teraz ma w połowie niesprawną jedną rękę i nici z tego zajęcia. Jeszcze 2 lata temu rozwiązywałyśmy wspólnymi siłami krzyżówki i szło nam bardzo dobrze, bo obie się dopełniałyśmy. Teraz są już za trudne. Raz w tygodniu kupuję babci gazetę, w których z reguły krzyżówki są prostrze i czasami sobie coś rozwiązuje, coś poczyta. Telewizji nie ogląda, jeszcze nie tak dawno temu namiętnie oglądała tvp info, dzięki czemu była na bieżąco ze sprawami na świecie. Teraz ją to nie interesuje. Z sąsiadkami pokłócona o jej wyimaginowane rzeczy (tak sądzę). Widzę, że jestem dla niej całym światem, bo wyczekuje na mnie kiedy przyjdę do domu. Babcia nadal ma potrzebę opieki nad innymi ludźmi i nie dochodzi do niej, że już pora żeby ktoś się nią zajął. Widzę jak bardzo jest sfrustrowana problemami z pamięcią. A jednocześnie jakby nie potrafiła mi zaufać w niektórych kwestiach. Np. jeśli chodzi o rozkładanie leków, zawsze broni się tym, że przecież była pielęgniarką i nigdy się nie pomyliła. Oczywiście codziennie kontroluję sytuację, leki rozkłada sobie sama, ale pozwala mi sprawdzić czy wszystko jest ok, chociaż tyle.
A do obecności babci niby się przyzwyczaiłam, bo jest tak od 2 lat w sumie, jeszcze pół roku temu wychodziła do sąsiadek na te 2-3 godziny, więc miałam chwilę spokoju. Ale czasami jest ciężko, kiedy coś projektuję, wyliczam, mój kierunek jest bardzo kreatywny, typowej nauki nie mam, ale też potrzebuję skupienia i zebrania myśli, a możliwość tego mam dopiero w nocy. Nie jestem w stanie się skupić, kiedy co 30 sekund słyszę jakieś pytania i babcia oczekuje odpowiedzi tu i teraz.
Ze znalezieniem babci zajęcia jest ogromny problem. Kiedyś umiała i lubiła robić coś na drutach, pamiętam jak jeszcze byłam mała, ciągle coś robiła. Teraz ma w połowie niesprawną jedną rękę i nici z tego zajęcia. Jeszcze 2 lata temu rozwiązywałyśmy wspólnymi siłami krzyżówki i szło nam bardzo dobrze, bo obie się dopełniałyśmy. Teraz są już za trudne. Raz w tygodniu kupuję babci gazetę, w których z reguły krzyżówki są prostrze i czasami sobie coś rozwiązuje, coś poczyta. Telewizji nie ogląda, jeszcze nie tak dawno temu namiętnie oglądała tvp info, dzięki czemu była na bieżąco ze sprawami na świecie. Teraz ją to nie interesuje. Z sąsiadkami pokłócona o jej wyimaginowane rzeczy (tak sądzę). Widzę, że jestem dla niej całym światem, bo wyczekuje na mnie kiedy przyjdę do domu. Babcia nadal ma potrzebę opieki nad innymi ludźmi i nie dochodzi do niej, że już pora żeby ktoś się nią zajął. Widzę jak bardzo jest sfrustrowana problemami z pamięcią. A jednocześnie jakby nie potrafiła mi zaufać w niektórych kwestiach. Np. jeśli chodzi o rozkładanie leków, zawsze broni się tym, że przecież była pielęgniarką i nigdy się nie pomyliła. Oczywiście codziennie kontroluję sytuację, leki rozkłada sobie sama, ale pozwala mi sprawdzić czy wszystko jest ok, chociaż tyle.
A do obecności babci niby się przyzwyczaiłam, bo jest tak od 2 lat w sumie, jeszcze pół roku temu wychodziła do sąsiadek na te 2-3 godziny, więc miałam chwilę spokoju. Ale czasami jest ciężko, kiedy coś projektuję, wyliczam, mój kierunek jest bardzo kreatywny, typowej nauki nie mam, ale też potrzebuję skupienia i zebrania myśli, a możliwość tego mam dopiero w nocy. Nie jestem w stanie się skupić, kiedy co 30 sekund słyszę jakieś pytania i babcia oczekuje odpowiedzi tu i teraz.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Hej, hej, odzywam się po prawie dwumiesięcznej przerwie.
Obecna sytuacja: babcia jest w szpitalu. Jednak nie z powodu A. a płuc. Podejrzenia raka lub gruźlicy. Jutro dopiero zaczną robić badania, babcia leży od czwartku. I nie ukrywam, że przez te 4 dni zdążyłam odpocząć i wysprzątać większość mieszkania. Jutro tylko zajmę się pokojem babci i wypiorę jej wszystko, koce, pościele, jej ulubione ubrania (normalnie nie pozwala mi tego robić, bo uważa, że zepsuję albo pralkę albo jej rzeczy, każda moja próba tego rodzaju pomocy kończy się awanturą, wcześniej to robiłam, ale teraz chyba powoli opadam z sił).
Z kąpielami jest bardzo źle, bez awantury się nie obejdzie. Kilka razy awantura skonczyła się przygotowaną kąpielą, z której babcia nie raczyła skorzystać.
Lekarstwa nie pomagają, postęp choroby jest widoczny (widzę po swoich wpisach), być może bez nich byłoby jeszcze gorzej.
Jeżeli chodzi o mnie, to padam na pysk, przez ostatnie 2 miesiace byłam ciagle niewyspana, babcia potrafiła od północy do 4 nad ranem co 2 minuty przychodzic i pytac o te sama rzecz. Plus prawdopodobnie wraca mi nerwica, ale nie wiem czy to na pewno to. Może to ogólne przemęczenie i ciągły stres. Niedługo się okaże.
W końcu na poważnie zaczynamy szukać domu opieki. Czy ktoś może doradzić sprawdzony ośrodek w województwie zachodniopomorskim? okolice Szczecina/Goleniowa.
Z mojej strony nie wiem czy to nie za wcześnie. Nasuwają mi się wątplowości, tak jak większości z Was, czy to nie jest pozbycie się problemu? Chociaż z drugiej strony ja też jej nie pomogę, na tyle na ile powinnam. Nie wiem sama, jestem rozbita.
Obecna sytuacja: babcia jest w szpitalu. Jednak nie z powodu A. a płuc. Podejrzenia raka lub gruźlicy. Jutro dopiero zaczną robić badania, babcia leży od czwartku. I nie ukrywam, że przez te 4 dni zdążyłam odpocząć i wysprzątać większość mieszkania. Jutro tylko zajmę się pokojem babci i wypiorę jej wszystko, koce, pościele, jej ulubione ubrania (normalnie nie pozwala mi tego robić, bo uważa, że zepsuję albo pralkę albo jej rzeczy, każda moja próba tego rodzaju pomocy kończy się awanturą, wcześniej to robiłam, ale teraz chyba powoli opadam z sił).
Z kąpielami jest bardzo źle, bez awantury się nie obejdzie. Kilka razy awantura skonczyła się przygotowaną kąpielą, z której babcia nie raczyła skorzystać.
Lekarstwa nie pomagają, postęp choroby jest widoczny (widzę po swoich wpisach), być może bez nich byłoby jeszcze gorzej.
Jeżeli chodzi o mnie, to padam na pysk, przez ostatnie 2 miesiace byłam ciagle niewyspana, babcia potrafiła od północy do 4 nad ranem co 2 minuty przychodzic i pytac o te sama rzecz. Plus prawdopodobnie wraca mi nerwica, ale nie wiem czy to na pewno to. Może to ogólne przemęczenie i ciągły stres. Niedługo się okaże.
W końcu na poważnie zaczynamy szukać domu opieki. Czy ktoś może doradzić sprawdzony ośrodek w województwie zachodniopomorskim? okolice Szczecina/Goleniowa.
Z mojej strony nie wiem czy to nie za wcześnie. Nasuwają mi się wątplowości, tak jak większości z Was, czy to nie jest pozbycie się problemu? Chociaż z drugiej strony ja też jej nie pomogę, na tyle na ile powinnam. Nie wiem sama, jestem rozbita.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
na razie spróbuj oddać babcię do ośrodka na kilka dni, powiedzmy 4. Pojedź z kimś, chłopakiem, koleżanką, na wypoczynek, rowery, tańce itp. nie dzwoń do ośrodka i nie pytaj o babcię. Zrelaksuj się. Ja tak zrobiłam. Oddałam mamę na 4 dni do prywatnego domu opieki, Wyjechałam z koleżanką na ten czas pod ciechocińskie tężnie. Wieczorem obowiązkowo tańce. Gdy po mamę przyjechałam, była uśmiechnięta i zadowolona. We wrześniu jadę do Krynicy Morskiej do sanatorium z ZUS. Niestety, bez tej rehabilitacji rozsypię się. Wiem, to wszystko kosztuje. A ośrodki niechętnie przyjmują na krótkie pobyty. Ja płaciłam 85 zł dziennie.
W mojej opinii na stałe szukaj dla babci domu pomocy społecznej tzw.państwowego. Bywam służbowo w takich domach i uważam, że dają większą gwarancję troski. W prywatnych widać jak bardzo się oszczędza na mieszkańcach. Ale zrób coś dla siebie Cosanostra, choćby maleńki gest, zadbaj o siebie. Jesteś jeszcze młoda.... Pozdrawiam
W mojej opinii na stałe szukaj dla babci domu pomocy społecznej tzw.państwowego. Bywam służbowo w takich domach i uważam, że dają większą gwarancję troski. W prywatnych widać jak bardzo się oszczędza na mieszkańcach. Ale zrób coś dla siebie Cosanostra, choćby maleńki gest, zadbaj o siebie. Jesteś jeszcze młoda.... Pozdrawiam
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Oczywiście Twój wpis przeczytałam, ale nie miałam siły odpisać.
Melduję się po długiej przerwie.
I nie jest kolorowo. Niby każdy w rodzinie zdawał sobie z powagi problemu, ale nic nie szło do przodu w tej kwestii. A ja przez ostatnie pół roku zajechałam się psychicznie.
Szczęście w nieszczęściu sytuacja się zmieniła, kiedy w pierwszej połowie stycznia babcia wracając ze sklepu spadła ze schodów na klatce schodowej. Głowa rozwalona, kilka szwów, no i cała potłuczona. Następnego dnia (bo wypadek miał miejsce w godzinach wieczornych - babci zachciało się ciasta) babcię zabrali moi rodzice. Ja ze względu na studia nie byłam w stanie zapewnić jej należytej opieki, a też to nie jest mój obowiązek. Ja jestem tylko wnuczką, babcia ma przecież swoje dzieci. Wtedy miałam 10 dni wytchnienia, posprzątałam mieszkanie i te 10 dni żyłam jak normalny człowiek. Na pytania o babcię jedynie mama udzielała mi jakiś informacji, tata mi nic nie mówił, kazał odpoczywać.
No ale po tych 10 dniach babcia wróciła. Od tamtej pory już głównie leży w łóżku, nie ma ochoty wstawać. Gdybym jej nie podawała jedzenia i picia pewnie sama by się zagłodziła. Codziennie popuszcza w majtki, pieluchomajtek nie chce nosić, co się jej założy to ona ściąga, a jak mówiłam jestem tylko wnuczką i już nie mam siły się użerać. Za 2-3 dni ma przyjść opiekunka, będzie tylko godzinę dziennie. Ja z kolei na koniec tygodnia wracam do domu na ferie, nie chcę zabierać babci ze sobą, bo wiem, że nie odpocznę, a ja tego POTRZEBUJĘ.
Poza tym babcia opowiada już jakieś niestworzone historie, które w razie czego kiedy tylko mogę nagrywam telefonem.
Mama i moja ciocia (córki babci) zajmują się W KOŃCU procesem ubezwłasnowolnienia i jak najszybciej chcemy oddać babcię do ośrodka. Szkoda tylko, że babcia musiała spaść ze schodów żeby rodzina rzeczywiście uświadomiłą sobie, że już nie jest kolorowo...
Głównym napędzaczem wszystkiego jest mój tata, ale w ciągu 1,5 miesiąca tylko 12 dni jest w domu i nie jest w stanie wszystkiego pozałatwiać. W sumie zakładam, że gdyby nie tata to nie miałabym tych 10 dni wolnego, ze względu na wypadek.
Póki co codziennie przyjezdża ciocia, ale co mi po tym, ona jest tu godzinę, a ja niemal całą dobę. Wyczekuję piątku kiedy to będę mogła w końcu pojechać do domu.
A kto będzie się zajmował babcią i jak to będzie wyglądało, na chwilę obecną mnie nie interesuje. Z natury jestem bardzo empatyczna, ale ja babci oddałam już większość siebie, głównie przez ignorancję całej sprawy przez jej córki...
Pozdrawiam wszystkich, trzymajcie się ciepło i bądźcie silni.
Melduję się po długiej przerwie.
I nie jest kolorowo. Niby każdy w rodzinie zdawał sobie z powagi problemu, ale nic nie szło do przodu w tej kwestii. A ja przez ostatnie pół roku zajechałam się psychicznie.
Szczęście w nieszczęściu sytuacja się zmieniła, kiedy w pierwszej połowie stycznia babcia wracając ze sklepu spadła ze schodów na klatce schodowej. Głowa rozwalona, kilka szwów, no i cała potłuczona. Następnego dnia (bo wypadek miał miejsce w godzinach wieczornych - babci zachciało się ciasta) babcię zabrali moi rodzice. Ja ze względu na studia nie byłam w stanie zapewnić jej należytej opieki, a też to nie jest mój obowiązek. Ja jestem tylko wnuczką, babcia ma przecież swoje dzieci. Wtedy miałam 10 dni wytchnienia, posprzątałam mieszkanie i te 10 dni żyłam jak normalny człowiek. Na pytania o babcię jedynie mama udzielała mi jakiś informacji, tata mi nic nie mówił, kazał odpoczywać.
No ale po tych 10 dniach babcia wróciła. Od tamtej pory już głównie leży w łóżku, nie ma ochoty wstawać. Gdybym jej nie podawała jedzenia i picia pewnie sama by się zagłodziła. Codziennie popuszcza w majtki, pieluchomajtek nie chce nosić, co się jej założy to ona ściąga, a jak mówiłam jestem tylko wnuczką i już nie mam siły się użerać. Za 2-3 dni ma przyjść opiekunka, będzie tylko godzinę dziennie. Ja z kolei na koniec tygodnia wracam do domu na ferie, nie chcę zabierać babci ze sobą, bo wiem, że nie odpocznę, a ja tego POTRZEBUJĘ.
Poza tym babcia opowiada już jakieś niestworzone historie, które w razie czego kiedy tylko mogę nagrywam telefonem.
Mama i moja ciocia (córki babci) zajmują się W KOŃCU procesem ubezwłasnowolnienia i jak najszybciej chcemy oddać babcię do ośrodka. Szkoda tylko, że babcia musiała spaść ze schodów żeby rodzina rzeczywiście uświadomiłą sobie, że już nie jest kolorowo...
Głównym napędzaczem wszystkiego jest mój tata, ale w ciągu 1,5 miesiąca tylko 12 dni jest w domu i nie jest w stanie wszystkiego pozałatwiać. W sumie zakładam, że gdyby nie tata to nie miałabym tych 10 dni wolnego, ze względu na wypadek.
Póki co codziennie przyjezdża ciocia, ale co mi po tym, ona jest tu godzinę, a ja niemal całą dobę. Wyczekuję piątku kiedy to będę mogła w końcu pojechać do domu.
A kto będzie się zajmował babcią i jak to będzie wyglądało, na chwilę obecną mnie nie interesuje. Z natury jestem bardzo empatyczna, ale ja babci oddałam już większość siebie, głównie przez ignorancję całej sprawy przez jej córki...
Pozdrawiam wszystkich, trzymajcie się ciepło i bądźcie silni.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Nie pisz tak, Cosanostra... Ja rozumiem, że jesteś zmęczona. Opieka nad taką chorą jest niezwykle wyczerpująca. Ale, skoro to Ty głównie zajmujesz się Babcią, to musisz sie tym zainteresować. Nie można chorej zostawić na pastwę losu.cosanostra pisze: A kto będzie się zajmował babcią i jak to będzie wyglądało, na chwilę obecną mnie nie interesuje.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witaj. Piszesz, że babcie nie interesuje sie oglądaniem telewizji, ma zły humor. A sprawdzaliście wzrok babci u okulisty. Moja teściowa kiedy zamieszkała z nami bardzo chciała czytac, ale szybko odkładała gazete, telewizja też ją nudziła, denerwowała sie. Kiedyś poprosiłam ją żeby przeczytała mi urywek i wtedy okazało sie, że bardzo słabo widzi. Oczywiście zaraz wizyta u okulisty. Myślałam, że dobierze okulary i bedzie dobrze. A tu szok: ostra zacma. Nawet nie chciałam słyszec o żadnym zabiegu, ale lekarz uzmysłowił mi, że ślepota tylko poteguje chorobe. Bo taka osoba widzi wszystko bardzo niewyraźnie i tylko w szarych kolorach, stąd też pogłebiająca sie depresja. Musicie sami obserwowac babcie. Moja teściowa przed zabiegiem cały czas mówiła, że doskonale widzi, że nawet igłe nawleka. Rzeczywistośc okazała sie zupełnie inna. Teraz czyta, ogląda telewizje. Człowiek chory na tą chorobe to takie duże dziecko, nie zawsze powie, że coś mu dolega.
Życze dużo sił. Dla nas też czasami świeci słońce
Życze dużo sił. Dla nas też czasami świeci słońce