Mój podwójny kłopot - teraz już pojedynczy....
Mój podwójny kłopot - teraz już pojedynczy....
Witam po przerwie,
Pod koniec 2010 roku trafiłam na stare forum, znalazłam się w potrzasku, przynajmniej tak się czułam z mojego punktu widzenia. Pod opieką miałam ciężko chorą na serce mamę lat 88 i jej siostrę lat 90. Ciocia złamała w lutym tamtego roku nogę i po pobycie w szpitalu a w trakcie rehabilitacji pojawiły się pierwsze objawy, a wkrótce potem zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera. Były wcześniej sygnały, że coś się z nią dzieje, jednak niewiedza i niechęć cioci do lekarzy spowodowała zbagatelizowanie problemu i nadejście tej strasznej choroby.
Ciocia mieszkała sama, u nas - bo mieszkam z mamą - bywała raz na tydzień, albo rzadziej.
Do domu nie mogłam jej zabrać, mam małe mieszkanie, nie miałabym miejsca nawet na dodatkowe łóżko, nie wspominając o oddzielnym pokoju, ponadto mama musiała mieć spokój, nie wolno jej się denerwować z uwagi na jej stan zdrowia.
Gdy wróciła ze szpitala do domu, do siebie - zorganizowałam jej opiekunkę, jednak choroba postępowała szybko, ciocia wędrowała w nocy, chciała wychodzić z domu na bal, gdy opiekunka ją powstrzymywała, była agresywna, opiekunka w nocy barykadowała się w pokoju, ale i tak nie było mowy o spaniu. W końcu zrezygnowała.
Wtedy dyskutowałam tu z Wami i mimo większości rad, że powinnam ciocię trzymać jak najdłużej w domu - zmuszona byłam oddać ją do domu opieki. Do tej pory tam przebywa, kłopotów nie ubyło, bo mimo że opieka jest tam względnie dobra, to jednak muszę tam często jeździć, problem jest gdy nie chce lub nie może sama jeść, gdy na przykład tak jak ostatnio przewróciła się, bo próbuje uciekać się z tego domu i jest w tym niezwykle pomysłowa.
Gdy był z nią jeszcze jako taki kontakt, była zadowolona z pobytu, miała tam kilka zaprzyjaźnionych pań, dobrą opiekę, bo dodatkowo zorganizowałam panią, która przyjeżdżała do cioci trzy razy w tygodniu, teraz gdy kontakt z ciocią jest prawie żaden, przyjeżdża dwa razy. Zabiera pranie, przeprowadzi drobne zabiegi pielęgnacyjne.
I tak moje życie toczyło się między mamą, ta na szczęście była w dobrej kondycji umysłowej, no i ciocią, jej sprawami, mnóstwem spraw urzędowych, bo już 11 lat toczy się sprawa spadkowa po śmierci jej męża, który miał dzieci z pierwszego małżeństwa. Kłopotem jest cioci mieszkanie, nie można go sprzedać - bo sprawa spadkowa. A tu dach się wali, wymieniają rury, albo inne remonty, albo trzeba pojechać bo biegły będzie wyceniać ruchomości domowe.
Nie przypuszczałam jednak, że los tak szybko zgotuje mi coś gorszego niż dramat.
Od dwóch tygodni moja mama zaczęła mieć zaburzenia pamięci. Podejrzewam także, że przedawkowała leki, które przyjmowała na serce (w lutym ub. roku wydajność mamy serca określono na 30%), co spowodowało poważny spadek ciśnienia, a leczy się na nadciśnienie, które jest w jej przypadku szczególnie groźne, bo ma tętniaki.
Ma zaburzenia pamięci krótkiej, nie pamięta rzeczy które zdarzyły się 5 - 10 minut temu. Leki zabrałam i sama je jej podaję, oczywiście leki na dolegliwości kardiologiczne. Ostatnio - 22 grudnia i 9 stycznia byłam z mamą u jej lekarki, stwierdziła, że w jej kondycji zdrowotnej musiało dojść do takiej sytuacji i dała mi skierowanie do poradni alzheimerowskiej. Mama jest już pozbawiona emocji, dużo śpi, jest apatyczna i otumaniona.
Przetarte ścieżki w związku z chorobą cioci, niestety musiałam ją diagnozować i leczyć prywatnie, spowodowały, że 28 stycznia mama będzie miała robioną tomografię głowy i niezbędne badania diagnostyczne.
Ciocia miała na szczęście nieco oszczędności, jednak wszystko zostało wydane na jej leczenie i pobyt w domu opieki. Nawiasem mówiąc urzędniczka z banku wyprowadziła z cioci konta ogromną sumę pieniędzy, obecnie toczy się w banku postępowanie w tej sprawie, bo okradła nie tylko ciocię, ale kiedy sprawa się zakończy - nikt tego nie wie.
Stanęłam w obliczu podwójnego dramatu. Zostałam sama z dwoma chorymi bliskimi mi osobami. Mama w kwietniu skończy 90 lat, ciocia ma obecnie lat 92.
Mam 64 lata, jestem na emeryturze, założyłam małą jednoosobową firmę żeby dorobić do emerytury. Raz w tygodniu mam 5 godzinny dyżur w pewnej fundacji i raz w miesiącu muszę jeździć do mojego klienta poza Warszawę.
Jak teraz żyć? Nie wiem, nie mogę spać, żadne środki uspokajające nie poprawiają mojej kondycji.
W domu mam zwierzaki, one są moim jedynym pocieszeniem w tym szarym życiu, boję się i o nie. Rozsądnie byłoby je oddać komuś, ale tego chyba nie przeżyję.
Czuję, że tonę. Nie wiem jak ja mam żyć....
Czuję, że tonę w gąszczu tych kłopotów.
Pod koniec 2010 roku trafiłam na stare forum, znalazłam się w potrzasku, przynajmniej tak się czułam z mojego punktu widzenia. Pod opieką miałam ciężko chorą na serce mamę lat 88 i jej siostrę lat 90. Ciocia złamała w lutym tamtego roku nogę i po pobycie w szpitalu a w trakcie rehabilitacji pojawiły się pierwsze objawy, a wkrótce potem zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera. Były wcześniej sygnały, że coś się z nią dzieje, jednak niewiedza i niechęć cioci do lekarzy spowodowała zbagatelizowanie problemu i nadejście tej strasznej choroby.
Ciocia mieszkała sama, u nas - bo mieszkam z mamą - bywała raz na tydzień, albo rzadziej.
Do domu nie mogłam jej zabrać, mam małe mieszkanie, nie miałabym miejsca nawet na dodatkowe łóżko, nie wspominając o oddzielnym pokoju, ponadto mama musiała mieć spokój, nie wolno jej się denerwować z uwagi na jej stan zdrowia.
Gdy wróciła ze szpitala do domu, do siebie - zorganizowałam jej opiekunkę, jednak choroba postępowała szybko, ciocia wędrowała w nocy, chciała wychodzić z domu na bal, gdy opiekunka ją powstrzymywała, była agresywna, opiekunka w nocy barykadowała się w pokoju, ale i tak nie było mowy o spaniu. W końcu zrezygnowała.
Wtedy dyskutowałam tu z Wami i mimo większości rad, że powinnam ciocię trzymać jak najdłużej w domu - zmuszona byłam oddać ją do domu opieki. Do tej pory tam przebywa, kłopotów nie ubyło, bo mimo że opieka jest tam względnie dobra, to jednak muszę tam często jeździć, problem jest gdy nie chce lub nie może sama jeść, gdy na przykład tak jak ostatnio przewróciła się, bo próbuje uciekać się z tego domu i jest w tym niezwykle pomysłowa.
Gdy był z nią jeszcze jako taki kontakt, była zadowolona z pobytu, miała tam kilka zaprzyjaźnionych pań, dobrą opiekę, bo dodatkowo zorganizowałam panią, która przyjeżdżała do cioci trzy razy w tygodniu, teraz gdy kontakt z ciocią jest prawie żaden, przyjeżdża dwa razy. Zabiera pranie, przeprowadzi drobne zabiegi pielęgnacyjne.
I tak moje życie toczyło się między mamą, ta na szczęście była w dobrej kondycji umysłowej, no i ciocią, jej sprawami, mnóstwem spraw urzędowych, bo już 11 lat toczy się sprawa spadkowa po śmierci jej męża, który miał dzieci z pierwszego małżeństwa. Kłopotem jest cioci mieszkanie, nie można go sprzedać - bo sprawa spadkowa. A tu dach się wali, wymieniają rury, albo inne remonty, albo trzeba pojechać bo biegły będzie wyceniać ruchomości domowe.
Nie przypuszczałam jednak, że los tak szybko zgotuje mi coś gorszego niż dramat.
Od dwóch tygodni moja mama zaczęła mieć zaburzenia pamięci. Podejrzewam także, że przedawkowała leki, które przyjmowała na serce (w lutym ub. roku wydajność mamy serca określono na 30%), co spowodowało poważny spadek ciśnienia, a leczy się na nadciśnienie, które jest w jej przypadku szczególnie groźne, bo ma tętniaki.
Ma zaburzenia pamięci krótkiej, nie pamięta rzeczy które zdarzyły się 5 - 10 minut temu. Leki zabrałam i sama je jej podaję, oczywiście leki na dolegliwości kardiologiczne. Ostatnio - 22 grudnia i 9 stycznia byłam z mamą u jej lekarki, stwierdziła, że w jej kondycji zdrowotnej musiało dojść do takiej sytuacji i dała mi skierowanie do poradni alzheimerowskiej. Mama jest już pozbawiona emocji, dużo śpi, jest apatyczna i otumaniona.
Przetarte ścieżki w związku z chorobą cioci, niestety musiałam ją diagnozować i leczyć prywatnie, spowodowały, że 28 stycznia mama będzie miała robioną tomografię głowy i niezbędne badania diagnostyczne.
Ciocia miała na szczęście nieco oszczędności, jednak wszystko zostało wydane na jej leczenie i pobyt w domu opieki. Nawiasem mówiąc urzędniczka z banku wyprowadziła z cioci konta ogromną sumę pieniędzy, obecnie toczy się w banku postępowanie w tej sprawie, bo okradła nie tylko ciocię, ale kiedy sprawa się zakończy - nikt tego nie wie.
Stanęłam w obliczu podwójnego dramatu. Zostałam sama z dwoma chorymi bliskimi mi osobami. Mama w kwietniu skończy 90 lat, ciocia ma obecnie lat 92.
Mam 64 lata, jestem na emeryturze, założyłam małą jednoosobową firmę żeby dorobić do emerytury. Raz w tygodniu mam 5 godzinny dyżur w pewnej fundacji i raz w miesiącu muszę jeździć do mojego klienta poza Warszawę.
Jak teraz żyć? Nie wiem, nie mogę spać, żadne środki uspokajające nie poprawiają mojej kondycji.
W domu mam zwierzaki, one są moim jedynym pocieszeniem w tym szarym życiu, boję się i o nie. Rozsądnie byłoby je oddać komuś, ale tego chyba nie przeżyję.
Czuję, że tonę. Nie wiem jak ja mam żyć....
Czuję, że tonę w gąszczu tych kłopotów.
Ostatnio zmieniony sobota 02 sie 2014, 05:21 przez Iwona, łącznie zmieniany 1 raz.
- Joannap
- Posty: 170
- Rejestracja: niedziela 27 lis 2011, 03:44
- Lokalizacja: Piastów , woj. mazowieckie
Re: Mój podwójny kłopot
"...Czuję, że tonę. Nie wiem jak ja mam żyć....
Czuję, że tonę w gąszczu tych kłopotów."
Cześć Iwonko
Przede wszystkim fajnie, że Nas Znalazłaś (nowe miejsce)
Czy można coś zaradzić ... w tak trudnej podwójnej sytuacji ...
Iwona - Twój czas - odpoczynek - żeby przestać tonąć : jeśli Masz odrobinę czasu Nie Uciekaj od ludzi ( powrót do życia jest najtrudniejszą rzeczą pod słońcem !!!), Wychodź na powietrze,muzyka też koi dobrze nerwy, książka . bo Musisz wreszcie i o sobie pomyśleć bo tak długo nie da rady żyć ... Musisz znaleźć takie zajęcie dla siebie żeby wyłączyć własny umysł - oderwać się na chwilkę od tego co Cię otacza ...
Sprawdź czy to co Napisaliśmy wspólnie (Opiekunowie) w temacie "co opiekun może zrobić dla siebie " :
http://alzheimer.myforum.pl/viewforum.php?f=11
Mogłabyś zastosować
Czuję, że tonę w gąszczu tych kłopotów."
Cześć Iwonko
Przede wszystkim fajnie, że Nas Znalazłaś (nowe miejsce)
Czy można coś zaradzić ... w tak trudnej podwójnej sytuacji ...
Iwona - Twój czas - odpoczynek - żeby przestać tonąć : jeśli Masz odrobinę czasu Nie Uciekaj od ludzi ( powrót do życia jest najtrudniejszą rzeczą pod słońcem !!!), Wychodź na powietrze,muzyka też koi dobrze nerwy, książka . bo Musisz wreszcie i o sobie pomyśleć bo tak długo nie da rady żyć ... Musisz znaleźć takie zajęcie dla siebie żeby wyłączyć własny umysł - oderwać się na chwilkę od tego co Cię otacza ...
Sprawdź czy to co Napisaliśmy wspólnie (Opiekunowie) w temacie "co opiekun może zrobić dla siebie " :
http://alzheimer.myforum.pl/viewforum.php?f=11
Mogłabyś zastosować
Rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
Re: Mój podwójny kłopot
Powiedzcie mi, może macie doświadczenia podobne do moich.
U cioci choroba zaczęła się inaczej niż u mamy - nie będę tu ponownie opisywać szczegółów - natomiast u mamy jest tak:
Najgorsze samopoczucie jest rano. Płacze, mówi że jest strasznie słaba i że chce umrzeć. Przy leczonym od lat nadciśnieniu, rano bardzo spada jej ciśnienie, czasem poniżej 90 (górne). No i nie pamięta, że brała leki. Te leki są jakby jej fobią, bo zwykle unikała leków, był nawet z nią problem, bo gdy się tylko lepiej czuła (fizycznie) to pewne leki odrzucała.
Teraz o leki się upomina, podam jej, za trzy minuty nie pamięta, że leki wzięła. Wytłumaczę, mija kolejne 5 minut i znowu ma pretensje, że nie podałam jej leków, dlaczego jej je zabrałam.
Potem kładzie się spać, śpi do godziny 14:00. Gdy wstanie staje się innym człowiekiem, zachowuje się p r a w i e normalnie, podkreślam "prawie", bo można z nią rozmawiać jak zawsze, tylko o lekach nie pamięta.
Do lekarza idziemy 28 stycznia, ale do neurologa, zastanawiam się jeszcze nad psychiatrą.
Do poradni specjalistycznej w ramach NFZ termin mam na 28 maja .......
U cioci choroba zaczęła się inaczej niż u mamy - nie będę tu ponownie opisywać szczegółów - natomiast u mamy jest tak:
Najgorsze samopoczucie jest rano. Płacze, mówi że jest strasznie słaba i że chce umrzeć. Przy leczonym od lat nadciśnieniu, rano bardzo spada jej ciśnienie, czasem poniżej 90 (górne). No i nie pamięta, że brała leki. Te leki są jakby jej fobią, bo zwykle unikała leków, był nawet z nią problem, bo gdy się tylko lepiej czuła (fizycznie) to pewne leki odrzucała.
Teraz o leki się upomina, podam jej, za trzy minuty nie pamięta, że leki wzięła. Wytłumaczę, mija kolejne 5 minut i znowu ma pretensje, że nie podałam jej leków, dlaczego jej je zabrałam.
Potem kładzie się spać, śpi do godziny 14:00. Gdy wstanie staje się innym człowiekiem, zachowuje się p r a w i e normalnie, podkreślam "prawie", bo można z nią rozmawiać jak zawsze, tylko o lekach nie pamięta.
Do lekarza idziemy 28 stycznia, ale do neurologa, zastanawiam się jeszcze nad psychiatrą.
Do poradni specjalistycznej w ramach NFZ termin mam na 28 maja .......
Re: Mój podwójny kłopot
W przypadku wielu demencji dochodzi do zaburzenia syntezy różnych neuroprzekaźników i to może być przyczyną zmian w samopoczuciu być może także ciśnieniu. Jeśli chodzi o psychiatrę, po postawieniu diagnozy przez neurologa zawsze jest warto udać się także do tego specjalisty. Wtedy być może uda mu się lepiej dobrać leki do zachowania. Trzeba też przy doborze leków jakoś to ciśnienie uwzględnić...
Więcej informacji:
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
Re: Mój podwójny kłopot
Mama jest w fazie otępienia, zresztą tak sama mówi, gdy wieczorem lepiej się czuje.
Wyczytałam w internecie, że objawy demencji i otępienia mogą także wystąpić na skutek odwodnienia.
Mama bierze leki na odwodnienie, ale z kolei zmniejszenie ilości Furosemidu może spowodować kolejny zator płuc.
I tak koło się zamyka, a ja czuję się kompletnie bezradna.
Wizytę u kardiologa ma 1 marca, neurologa 28 stycznia, z tym psychiatrą jeszcze poczekam, zobaczę co powie neurolog.
Wyczytałam w internecie, że objawy demencji i otępienia mogą także wystąpić na skutek odwodnienia.
Mama bierze leki na odwodnienie, ale z kolei zmniejszenie ilości Furosemidu może spowodować kolejny zator płuc.
I tak koło się zamyka, a ja czuję się kompletnie bezradna.
Wizytę u kardiologa ma 1 marca, neurologa 28 stycznia, z tym psychiatrą jeszcze poczekam, zobaczę co powie neurolog.
Re: Mój podwójny kłopot
To jest stanowczo zbyt niskie ciśnienie. No i nic dziwnego, że Mama czuje się strasznie słaba. To też może być powodem kłopotów z pamięcią. Proponuję się jak najszybciej skonsultować z lekarzem POZ (jeśli nie da rady z kardiologiem). On przecież też może pozmieniać leki. Samemu z lekami na nadciśnienie/serce nic bym nie robiła.Iwona pisze:Powiedzcie mi, może macie doświadczenia podobne do moich.
U cioci choroba zaczęła się inaczej niż u mamy - nie będę tu ponownie opisywać szczegółów - natomiast u mamy jest tak:
Najgorsze samopoczucie jest rano. Płacze, mówi że jest strasznie słaba i że chce umrzeć. Przy leczonym od lat nadciśnieniu, rano bardzo spada jej ciśnienie, czasem poniżej 90 (górne).
Taki spadek ciśnienia ewidentnie wskazuje, że leki brane przez Mamę na nadciśnienie działają za silnie.
Re: Mój podwójny kłopot
Byłam z mamą u lekarza POZ w okresie od 22 grudnia 3 razy.
Mama leczy się u tego lekarza długie lata. Do kardiologa ma termin 1 marca.
Też się u niego leczy wiele lat.
Ciśnienie tak niskie wyskakuje raz na parę dni. I tylko rano.
Zmniejszenie ilości leków na nadciśnienie jest dla mamy b. niebezpieczne, bo mama ma tętniaki.
Lekarka powiedziała mi, że nie wolno rezygnować z leku na nadciśnienie w żadnym razie.
Mama ma się pogimnastykować, rozruszać żeby podnieść ciśnienie, ale mama tego nie robi bo nie ma siły.
Robię jej po prostu kawę, ale niewiele to daje.
Mama leczy się u tego lekarza długie lata. Do kardiologa ma termin 1 marca.
Też się u niego leczy wiele lat.
Ciśnienie tak niskie wyskakuje raz na parę dni. I tylko rano.
Zmniejszenie ilości leków na nadciśnienie jest dla mamy b. niebezpieczne, bo mama ma tętniaki.
Lekarka powiedziała mi, że nie wolno rezygnować z leku na nadciśnienie w żadnym razie.
Mama ma się pogimnastykować, rozruszać żeby podnieść ciśnienie, ale mama tego nie robi bo nie ma siły.
Robię jej po prostu kawę, ale niewiele to daje.
- Joannap
- Posty: 170
- Rejestracja: niedziela 27 lis 2011, 03:44
- Lokalizacja: Piastów , woj. mazowieckie
Re: Mój podwójny kłopot
Iwonka - może być jeszcze inna sytuacja :
Czy leki tylko Ty masz pod swoją opieką ? (czy tylko Ty masz do nich dostęp ?
Dlaczego o to pytam - u mnie była sytuacja taka - Mamcia miała nadciśnienie i to duże + cukrzyca typu B - nim zorientowałam się co jest grane leki były dostępne dla Mamci - efekt były brane w różnych porach nie koniecznie wtedy gdy trzeba było (to raz) , a dwa zdarzało się kilka razy że przedawkowała leki - efekt właśnie za niskie ciśnienie - gdy to odkryłam wszystkie leki trzeba było zabrać i sama wszystko dawałam ( było to w czasie gdy Mamcia jeszcze byłą w miarę "kontaktową "osobą .
To można jeszcze inaczej rozwiązać w aptekach są dostępne dozowniki ( to takie pojemniczki na leki - są do stosowania na cały tydzień - podzielone na dni tygodnia i godziny rano, południe, wieczór ...lub tylko na jeden dzień z takim samym podziałem (pory dnia )) . Oczywiście trzeba iść do lekarza lecz Sprawdź czy przypadkiem Mama nie podbiera leków .. w innych porach .. bo leki na nadciśnienie są po prostu bardzo niebezpieczne jeśli są brane bez opamiętania ...a tak bywa z Alz. - bo nawet zdrowemu człowiekowi przytrafia się zapomnieć .. o leku
Czy leki tylko Ty masz pod swoją opieką ? (czy tylko Ty masz do nich dostęp ?
Dlaczego o to pytam - u mnie była sytuacja taka - Mamcia miała nadciśnienie i to duże + cukrzyca typu B - nim zorientowałam się co jest grane leki były dostępne dla Mamci - efekt były brane w różnych porach nie koniecznie wtedy gdy trzeba było (to raz) , a dwa zdarzało się kilka razy że przedawkowała leki - efekt właśnie za niskie ciśnienie - gdy to odkryłam wszystkie leki trzeba było zabrać i sama wszystko dawałam ( było to w czasie gdy Mamcia jeszcze byłą w miarę "kontaktową "osobą .
To można jeszcze inaczej rozwiązać w aptekach są dostępne dozowniki ( to takie pojemniczki na leki - są do stosowania na cały tydzień - podzielone na dni tygodnia i godziny rano, południe, wieczór ...lub tylko na jeden dzień z takim samym podziałem (pory dnia )) . Oczywiście trzeba iść do lekarza lecz Sprawdź czy przypadkiem Mama nie podbiera leków .. w innych porach .. bo leki na nadciśnienie są po prostu bardzo niebezpieczne jeśli są brane bez opamiętania ...a tak bywa z Alz. - bo nawet zdrowemu człowiekowi przytrafia się zapomnieć .. o leku
Rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
Re: Mój podwójny kłopot
Leki zabrałam mamie, nie podbiera - są tak schowane, że ich nie znajdzie.
Podejrzewałam, że je przedawkowała bo zapomniała, że już wzięła zwykłą dawkę, dlatego zabrałam.
Teraz wykłóca się ze mną o te leki, wcześniej była wyjątkowo oporna i gdy tylko czuła się lepiej to rezygnowała z niektórych.
Teraz wszystko się obróciło o 360 stopni, stale prosi o leki.
Mamie dałam jeden dozownik, taki z trzema przegródkami, ale tam wkładam leki do bieżącego zażycia, a wieczorem w drugą przegródkę wkładam leki, które musi zażyć na czczo następnego ranka. Potem daję resztę na bieżąco.
Widzę także jak ogromny wpływ ma na mamę pogoda.
Jedno mnie tylko zastanawia - to wszystko dzieje się rano, wtedy jest tragicznie, nic nie pamięta, pyta o wszystko po kilka razy, płacze, denerwuje się.
Po południu, tak gdzieś od 17-tej jest wszystko normalnie, z jedynym tylko wyjątkiem, nie pamięta, że o 16-tej wzięła swoją porcję leków. Można z nią normalnie rozmawiać, ogląda TV, rozwiązuje krzyżówki.
Nie mam pojęcia o co to w tym chodzi.
Podejrzewałam, że je przedawkowała bo zapomniała, że już wzięła zwykłą dawkę, dlatego zabrałam.
Teraz wykłóca się ze mną o te leki, wcześniej była wyjątkowo oporna i gdy tylko czuła się lepiej to rezygnowała z niektórych.
Teraz wszystko się obróciło o 360 stopni, stale prosi o leki.
Mamie dałam jeden dozownik, taki z trzema przegródkami, ale tam wkładam leki do bieżącego zażycia, a wieczorem w drugą przegródkę wkładam leki, które musi zażyć na czczo następnego ranka. Potem daję resztę na bieżąco.
Widzę także jak ogromny wpływ ma na mamę pogoda.
Jedno mnie tylko zastanawia - to wszystko dzieje się rano, wtedy jest tragicznie, nic nie pamięta, pyta o wszystko po kilka razy, płacze, denerwuje się.
Po południu, tak gdzieś od 17-tej jest wszystko normalnie, z jedynym tylko wyjątkiem, nie pamięta, że o 16-tej wzięła swoją porcję leków. Można z nią normalnie rozmawiać, ogląda TV, rozwiązuje krzyżówki.
Nie mam pojęcia o co to w tym chodzi.
- Joannap
- Posty: 170
- Rejestracja: niedziela 27 lis 2011, 03:44
- Lokalizacja: Piastów , woj. mazowieckie
Re: Mój podwójny kłopot
To nie jest takie skomplikowane :
1. w dzień rozkręca się .. bo otoczenie mobilizuje , obecność innych - w dzień zawsze coś znajdzie się "do zajęcia"
2. wpływ pogody - gdy są zmiany ciśnienia (pogoda) bardzo często jest to odczuwalne np.: ból głowy, apatia - senność lub odwrotnie - pobudzenie ...
Zdrowi ludzie też niestety odczuwają zmiany ciśnienia... z chorymi na Alz. po prostu objawy są zwyczajnie silniejsze ... a jeszcze u Twojej Mamy są tętniaki - więc tym mocniej pogoda (uroki) są odbierane ..
Dlaczego ranki są tak makabryczne - osłabienie i niskie ciśnienie -
- przez "x" godzin Mama a) powinna spać, b) noc powoduje odrętwienie (dlatego też były zalecone ćwiczenia żeby pobudzić organizm )
ćwiczenia - do których nie można zmobilizować chorego - to jest prawdziwy kłopot bo tu też dochodzi do walki z najzwyklejszymi przyzwyczajeniami ludzkimi ( mało który senior ćwiczy a co dopiero gdy Senior jest chory i ktoś mu "karze " ćwiczyć ... - Seniorowi. Przecież to Seniorzy nakazują innym a nie odwrotnie ..
Na moim przykładzie - ranki zaczynały się od pomiaru cukru "na czczo " i ciśnienia. Gdy okazywało się że jest do"bani" - ranki były okupowane w mobilizację do różnych dodatkowych czynności czyli np.: zamiast skłonów - trzeba było po coś schylić się na podłogę .., rozruszanie nóg i rąk czy kręgosłupa - Mamcia pomagała mi rankami przy np.: wycieraniu kurzy (u siebie w pokoju ) - robiła to naprawdę długo ... lecz robiła dzięki temu troszkę pomagało to na dolegliwość " jestem słaba , daj mi spokój ja tu sobie poleżę i poczekam.... "
Poza tym Porozmawiaj koniecznie o diecie - bo okazuje się że jest to istotny czynnik powodujący podnoszenie lub obniżenie znacząco ciśnienia .... (po prostu Zapisz na kartce co Mama dostaje do jedzenia z wyróżnieniem na poszczególne posiłki ) no i jeszcze jedno pytanie czy o wszystkich lekach jakie Twoja Mama dostaje - wie Jej lekarz prowadzący (np.: rodzinny ) dlaczego o to pytam bo leki wchodzą ze sobą w reakcje i to tez może być przyczyną .
W normalnych warunkach geriatra (jeśli dobrze pamiętam) jest lekarzem który czuwa min nad m.in. tym "drobiazgiem" - ale u nas w Polsce lekarzy tej specjalności jest jak na lekarstwo - lecz można np.: dopytać się lekarza rodzinnego - bo to niestety też jest ważne żeby choć jeden z lekarzy prowadzących chorego miał pojęcie jakie naprawdę leki chory bierze na poszczególne choroby ..
Wieczorkiem jak wrócę do domu ( 19.01- czyli czwartek ) napiszę dokładniej coś na ten temat ( na podstawie książki z której korzystałam - w moim przypadku ...
Ps. dla wyjaśnienia : lekarz rodzinny - rozumiem lekarza internistę lub jak kto woli -pierwszego kontaktu - piszę o wglądzie w leki choć przez jednego z lekarzy, którzy prowadzą chorą osobę bo za czasów Mamci - nikt z lekarzy (u mnie) nie upominał się o coś takiego - przepisywano recepty bez zapytania czy mamcia na coś jeszcze choruje ... to są ważne rzeczy ( to było 2005-2009 ) od tego czasu mogło coś się zmienić...
1. w dzień rozkręca się .. bo otoczenie mobilizuje , obecność innych - w dzień zawsze coś znajdzie się "do zajęcia"
2. wpływ pogody - gdy są zmiany ciśnienia (pogoda) bardzo często jest to odczuwalne np.: ból głowy, apatia - senność lub odwrotnie - pobudzenie ...
Zdrowi ludzie też niestety odczuwają zmiany ciśnienia... z chorymi na Alz. po prostu objawy są zwyczajnie silniejsze ... a jeszcze u Twojej Mamy są tętniaki - więc tym mocniej pogoda (uroki) są odbierane ..
Dlaczego ranki są tak makabryczne - osłabienie i niskie ciśnienie -
- przez "x" godzin Mama a) powinna spać, b) noc powoduje odrętwienie (dlatego też były zalecone ćwiczenia żeby pobudzić organizm )
ćwiczenia - do których nie można zmobilizować chorego - to jest prawdziwy kłopot bo tu też dochodzi do walki z najzwyklejszymi przyzwyczajeniami ludzkimi ( mało który senior ćwiczy a co dopiero gdy Senior jest chory i ktoś mu "karze " ćwiczyć ... - Seniorowi. Przecież to Seniorzy nakazują innym a nie odwrotnie ..
Na moim przykładzie - ranki zaczynały się od pomiaru cukru "na czczo " i ciśnienia. Gdy okazywało się że jest do"bani" - ranki były okupowane w mobilizację do różnych dodatkowych czynności czyli np.: zamiast skłonów - trzeba było po coś schylić się na podłogę .., rozruszanie nóg i rąk czy kręgosłupa - Mamcia pomagała mi rankami przy np.: wycieraniu kurzy (u siebie w pokoju ) - robiła to naprawdę długo ... lecz robiła dzięki temu troszkę pomagało to na dolegliwość " jestem słaba , daj mi spokój ja tu sobie poleżę i poczekam.... "
Poza tym Porozmawiaj koniecznie o diecie - bo okazuje się że jest to istotny czynnik powodujący podnoszenie lub obniżenie znacząco ciśnienia .... (po prostu Zapisz na kartce co Mama dostaje do jedzenia z wyróżnieniem na poszczególne posiłki ) no i jeszcze jedno pytanie czy o wszystkich lekach jakie Twoja Mama dostaje - wie Jej lekarz prowadzący (np.: rodzinny ) dlaczego o to pytam bo leki wchodzą ze sobą w reakcje i to tez może być przyczyną .
W normalnych warunkach geriatra (jeśli dobrze pamiętam) jest lekarzem który czuwa min nad m.in. tym "drobiazgiem" - ale u nas w Polsce lekarzy tej specjalności jest jak na lekarstwo - lecz można np.: dopytać się lekarza rodzinnego - bo to niestety też jest ważne żeby choć jeden z lekarzy prowadzących chorego miał pojęcie jakie naprawdę leki chory bierze na poszczególne choroby ..
Wieczorkiem jak wrócę do domu ( 19.01- czyli czwartek ) napiszę dokładniej coś na ten temat ( na podstawie książki z której korzystałam - w moim przypadku ...
Ps. dla wyjaśnienia : lekarz rodzinny - rozumiem lekarza internistę lub jak kto woli -pierwszego kontaktu - piszę o wglądzie w leki choć przez jednego z lekarzy, którzy prowadzą chorą osobę bo za czasów Mamci - nikt z lekarzy (u mnie) nie upominał się o coś takiego - przepisywano recepty bez zapytania czy mamcia na coś jeszcze choruje ... to są ważne rzeczy ( to było 2005-2009 ) od tego czasu mogło coś się zmienić...
Rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola