szara codzienność

Tu dzielimy się naszymi historiami związanymi z chorobą Alzheimera lub innymi demencjami.
iga
Posty: 1
Rejestracja: wtorek 15 maja 2012, 10:36

szara codzienność

Post autor: iga »

Dzień dobry wszystkim, mam na imie Iga - 42 lata, od 6 lat zmagam sie z choroba A. mojej mamy (72 lata).
Zarejestrowałam sie na stronie, bo czasami chciałabym z kims pogadać, z kimś kto "czuje" temat. Przez te wszystkie lata nauczyłam się, że nikt, kto nie zajmuje się na co dzień osoba z Alzcheimerem, nie ma pojęcia jak to wyglada i z czym - my opiekunowie- musimy sie zmagać. Nie chodzi tu tylko o wymycie, nakarmienie, podanie leków itp. (to jest jeszcze stosunkowo najprostsze), ale np. o wyprzedzenie "myśli" chorego, o przewidzenie Jego reakcji, zachowania się w określonej sytuacji. Dla mnie osobiście okropne jest np. organizowanie życia mojej rodziny (ja, mąż, dzieci - 16 i 10 lat) "pod" opiekę nad matką, bo zawsze ktoś musi być w domu.
Zaznaczyć jednak muszę, że mam wspaniałą opiekunke do mamy (Pani 72 letnia). Dla mnie jest to Anioł na ziemi. W miare możliwości pomaga mi jak najwięcej, ale nie chce Jej "eksploatować' ze względu na wiek i przejścia chorobowe. Nie mniej jednak nie zamienię Jej na żadną inną. Mama Ją uwielbia. Mam również wspaniałego syna, który został sam z Babcią na 4 dni i przy pomocy opiekunki zajmował się mamą. Dzięki temu mogłam wyjechać na długi weekend z mężem i młodszym dzieckiem. Mam również to szczęście w nieszczęściu, że moja mam jest bardzo spokojna i spolegliwa. jak Ją posadzisz w jwdnym miejscu, to dopóki nie każesz wstać, nie ruszy się. Wszystko to OK, ale przygnębia mnie myśl, że juz nigdy z Nia normalnie nie porozmawiam, nie wytłumaczę wielu spraw i nie nie naprawimy wzajemnie naszych relacji sprzed choroby. Na poczatku choroby byłam dla Niej niedobra, buntowałam się. Zrozumienie Jej w chorobie zajęło mi własnie 6 lat. Ale nie obyło sie bez antydepresantów i pomocy psychiatry. W tej chwili jest OK, ale chwile zwątpienia mnie dopadają. Myślałam - oddam Ją do DOS, załatwiłam wszystko, co potrzebne i........... nie mogę. Przecież, gdzieś tam, jakimś zmysłem wie, że jest u siebie i że w takim, a nie innym otoczeniu, jest bezpieczna. Powiedziałam sobie, że dopóki jest tak jest - czyli jest spokojna, wykonuje z pomocą polecenia, chodzi słabo, ale chodzi (nie wychodzi juz na dwór - nie potrafi zejść ze schodów) to muszę sobie dać radę.
Uff, ale sie napisałam. To tak, żeby sobie ulżyć. Pewnie jeszcze jakies przemyślenia się pojawią. Ale nie chce Państwa zanudzać.
Anhedonia
Posty: 30
Rejestracja: poniedziałek 14 maja 2012, 09:38

Re: szara codzienność

Post autor: Anhedonia »

Ależ nie zanudzasz. Tu każdy przez to przechodzi (lub tak jak ja- mam to za sobą), na pewno spotkasz się ze zrozumieniem i akceptacją. Myślę, że dobrze trafiłaś. Ja sama jestem tu od wczoraj, ale zostałam mile przywitana. Co dostalam podaję dalej. Witaj :)
Anhedonia :)
Tomek
Posty: 865
Rejestracja: środa 09 lis 2011, 22:09

Re: szara codzienność

Post autor: Tomek »

Cześć Iga, jeśli przejrzysz działy "O nas" i "Nasze historie" to zobaczysz, że jest więcej osób, które dobrze znają tę sytuację i czują podobne emocje. Na forum jest też trochę doświadczonych opiekunów, którzy w razie czego mogą pomóc radą w przypadku konkretnych problemów. Poczytaj i nie krępuj się pisać.
thelon
Posty: 18
Rejestracja: czwartek 01 gru 2011, 20:29

Re: szara codzienność

Post autor: thelon »

Zwłaszcza, że wcześniej czy później człowiek i tak zaczyna nie dawać rady. Nie krępuj się zadawać pytań, tutaj wszyscy przez to przechodzą.
Awatar użytkownika
abora
Posty: 22
Rejestracja: wtorek 10 sty 2012, 19:58

Re: szara codzienność

Post autor: abora »

Źle, źle zawsze i wszędzie
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie...

*
Nie rozerwę, bo silna,
Może święta, choć mylna,
Może nie chcę rozerwać tej wstążki;
Ale wszędzie - o! wszędzie,
Gdzie ja będę, ta będzie:
Tu w otwarte zakłada się książki,
Tam u kwiatów zawiązką,
Owdzie stoczy się wąsko
By jesienne na łąkach przędziwo:
I rozmdleje stopniowo,
By ujednić na nowo,
I na nowo się zrośnie w ogniwo.

*
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie.
Niech mi puchar podadzą i wieniec!...
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło
Jeden mówi drugiemu: "Szaleniec!!"

*
Więc do serca, o radę,
Dłoń poniosłem i kładę,
Alić nagle zastygnie prawica:
Głośno śmieli się oni,
Jam pozostał bez dłoni,
Dłoń mi czarna obwiła pętlica.

*
Źle, źle zawsze i wszędzie
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie.

*
Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie;
Złotostruna nie opuść mię lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę - ta serce uleczy!
I zagrałem...
...i jeszcze mi smutniéj.
doris
Posty: 1
Rejestracja: środa 03 lip 2013, 22:11

Re: szara codzienność

Post autor: doris »

Chyba pierwszy raz nie wiem od czego zacząć, może po prostu ciężko mi , a pogodzenie z tą przeklętą choroba mnie przerasta. Jeszcze się buntuje, złoszczę,ale to kwestia czasu. Moja mama ma 74 lata i od 3 zdiagnozowanego A. To zupelnie inna kobieta i to dla mnie najsmutniejsze! Brakuje mi cierpliwości, potem mam wyrzuty sumienia i tak wkoło.Przeczytałam parę wpisów i moja historia to ksero. No cóż jutro nowy dzień i setna odpowiedź na to samo pytanie, przekonywanie mamy,że jest już lato i nie trzeba zakładać kurtki...
Kocham ją bardzo
rafal
Posty: 184
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 01:14
Lokalizacja: Poznań

Re: szara codzienność

Post autor: rafal »

trzymaj się doris!
ODPOWIEDZ