Rodzice nie mogą skutecznie ustanowić opiekuna prawnego dla dzieci w testamencie. Taki zapis nie jest wiążący dla sądu opiekuńczego aczkolwiek może być pewną wskazówką.
Art. 149 § 1. mówi, że gdy wzgląd na dobro pozostającego pod opieką nie stoi temu na przeszkodzie, opiekunem małoletniego
powinna być ustanowiona przede wszystkim osoba wskazana przez ojca lub matkę. No to jednak jest dosyć mocne wskazanie dla sądu, że tylko w przypadku gdyby ze względu na dobro małoletniego osoba wskazana przez rodziców nie powinna zostać opiekunem to sąd może ustanowić kogoś innego w to miejsce. Myślę, że sądy nie mają ochoty się bujać długo z takimi sprawami więc jeśli nie ma rażących przeciwwskazań to szanuje wolę rodziców. Nawet jeżeli wola testamentowa nie jest bezwzględnie wiążąca dla sądu to nie zmienia to faktu, że rodzic ma zdecydowanie większą możliwość decyzji na temat swojego dziecka niż osoba dorosła, która chce zabezpieczyć własną przyszłość.
To, że ktoś nie jest chętny wcale nie oznacza, że sąd nie może takiej osoby opiekunem ustanowić.
Teoretycznie tak, sąd może nawet w akcie desperacji ustanowić opiekunem prezydenta miasta. Tyle, że z tego co opisują w internecie sami sędziowie, starają się unikać przymuszania kogoś,bo taki opiekun z przymusu jednak nie daje gwarancji prawidłowej opieki. Ale mi chodzi o odwrotną sytuację, kiedy chętnych do opieki jest więcej niż jeden.
Opisywany przez Ciebie tryb ustanawiania opiekuna jest mi znany. I ten właśnie tryb, faworyzujący rodzinę przed innymi osobami bliskimi jest dla mnie problemem. Bywały przypadki, że członek dalszej rodziny zostawał opiekunem prawnym pomimo, że osoba pozostawała w szczęśliwym konkubinacie i partner/ka byłaby dla tej osoby zdecydowanie lepszym opiekunem.
Zdanie osoby ubezwłasnowolnionej może mieć znaczenie - sąd może taką osobę wysłuchać (jeżeli jej stan psychiczny na to pozwala). Oczywiście, że zdanie ubezwłasnowolnionego nie będzie wiążące skoro z definicji ubezwłasnowolnienia wynika, że nie jest on w stanie pokierować swoim postępowaniem i nie ma świadomości co do tego co dla niego jest najlepsze.
To oczywiście jest logiczne. Ale mnie zastanawia, jaką moc dowodową mógłby mieć taki "testament" sporządzony na wszelki wypadek, w czasie, kiedy taka osoba jest w pełni zdrowa i nic nie wskazuje, że może zachorować.
Dlatego mam prośbę o opis postępowania ustanawiającego opiekuna od osób, które taki proces przechodziły. Żeby podzieliły się doświadczeniami, jak to wygląda, na ile wola osoby chorej (wyrażona wprost czy domyślna) jest brana pod uwagę. Przecież może być sytuacja, że dwoje dzieci chorego chce zostać opiekunem. Jak sąd podejmuje decyzję (poza suchą prawniczą formułką, że musi się kierować interesem ubezwłasnowolnionego)? Czy to w praktyce nie jest po prostu automat, że liczy się bliskość pokrewieństwa (tak jak de facto automat w przypadku testamentu rodziców wskazującego przyszłego opiekuna) i dopiero w razie, gdyby istniały ewidentne przeszkody (na miarę powodów do wydziedziczenia), to wtedy sąd będzie szukał dalej.