Depresja u opiekuna
: poniedziałek 01 lip 2013, 15:45
Dość długo nie zaglądałam na forum z powodu pogorszenia się stanu mojej Mam. Od 22 maja przez ponad dwa tygodnie byłyśmy znowu w szpitalu z urosepsą + w czasie pobytu Mama "urodziła" 6 złogów nerkowych. Tym razem kiepsko szło leczenie, przez dwa tygodnie strzałka życia Mam była pośrodku. Dostawała silny antybiotyk, który uszkadza nerki, ale ratuje życie. Dla mnie koszmarny stres - gdy wchodziłam rano na oddział nie wiedziałam czy Mama żyje czy nie. Dodatkowo jęczała całymi godzinami. Byłam z Mamą od 8.30 do 19.30, z godzinną przerwą na mały oddech. Mama miała robione CT głowy i okazało się, że właściwie nie powinna żyć - 90% mózgu nie istnieje. Bardzo się dziwił lekarz, że Mama potrafi przełykać posiłki kiedy ją karmię i pije z kubka. Jakoś dałyśmy radę przetrwać - od 7 czerwca jesteśmy w domu. Jest różnie - najgorsze jest to, że Mam od pobytu w szpitalu dość często jęczy. Nie wiem czy Ją coś boli, czy to może neurologiczne. A może tylko wzdęcia bo wieczorami ma taki wypukły brzuch... Jest pod opieką lekarza rodzinnego i do skontrolowania zostały nam jeszcze drogi moczowe (krew jest już ok, ale podskoczyło Mam OB po 2 tygodniach w domu z 38 na 47 ).
Przy okazji wizyty z Mamy wynikami napomknęłam lekarzowi czy nie powinnam się zbadać bo czasami jestem osłabiona, mam zawroty głowy i sporo osób mówi mi, że jestem blada. Doktor chciał od razu wziąć się za mnie, ale przełożyłam wizytę w swoich sprawach na następny dzień. Rutynowe badanie + skierowanie na morfologię, no i rozmowa. Lekarz zna moją sytuację domową bo zajmuje się też Mam, więc nie musiałam o tym opowiadać za wiele. Po dwóch dniach kolejna wizyta i rozmowa - i szok - okazało się, że wyniki krwi są ok, a te wszystkie dolegliwości to wynik depresji i to dość poważnej (zawsze myślałam, że ciężka depresja to wtedy, gdy ktoś nie ma siły wstać z łóżka, zaniedbuje siebie itp.). Do tego stopnia, że stwierdził, że kwalifikuję się na położenie w szpitalu. Oczywiście szpital odpada bo mam Mamę pod opieką. Skończyło się - na razie - na tabletkach antydepresyjnych i wizytach u doktora co tydzień. Jakie będą efekty - zobaczymy bo to dopiero 2 dni na antydepresantach, a podobno pierwsze efekty są po 2-3 tygodniach. Robiłam sobie w domu 3 testy na rozpoznanie depresji i, ku mojemu zdziwieniu, też wyszło, że mam ciężką depresję wymagającą leczenia farmakologicznego i psychoterapii.
Czy ktoś z Was miał podobny problem ze sobą albo zna taki przypadek?
Przy okazji wizyty z Mamy wynikami napomknęłam lekarzowi czy nie powinnam się zbadać bo czasami jestem osłabiona, mam zawroty głowy i sporo osób mówi mi, że jestem blada. Doktor chciał od razu wziąć się za mnie, ale przełożyłam wizytę w swoich sprawach na następny dzień. Rutynowe badanie + skierowanie na morfologię, no i rozmowa. Lekarz zna moją sytuację domową bo zajmuje się też Mam, więc nie musiałam o tym opowiadać za wiele. Po dwóch dniach kolejna wizyta i rozmowa - i szok - okazało się, że wyniki krwi są ok, a te wszystkie dolegliwości to wynik depresji i to dość poważnej (zawsze myślałam, że ciężka depresja to wtedy, gdy ktoś nie ma siły wstać z łóżka, zaniedbuje siebie itp.). Do tego stopnia, że stwierdził, że kwalifikuję się na położenie w szpitalu. Oczywiście szpital odpada bo mam Mamę pod opieką. Skończyło się - na razie - na tabletkach antydepresyjnych i wizytach u doktora co tydzień. Jakie będą efekty - zobaczymy bo to dopiero 2 dni na antydepresantach, a podobno pierwsze efekty są po 2-3 tygodniach. Robiłam sobie w domu 3 testy na rozpoznanie depresji i, ku mojemu zdziwieniu, też wyszło, że mam ciężką depresję wymagającą leczenia farmakologicznego i psychoterapii.
Czy ktoś z Was miał podobny problem ze sobą albo zna taki przypadek?