Jak się pogodzić z początkiem końca?
: niedziela 14 gru 2014, 11:34
Nie pisałam tu długo, nie czułam, że tu pasuję bo Wy wszyscy podpierani jesteście miłością do swoich rodziców/bliskich i dobrymi wspomnieniami o nich. Ja tego nie miałam. Ale nie chcę się użalać nad sobą, mam zupełnie inne wrażenie - że zasługuję na potępienie. Mój ojciec od listopada przebywa w szpitalu, najpierw w psychiatrycznym oddziale po powrocie z którego poprawa w zachowaniach agresywnych trwała tylko tydzień a potem zaczął się jakiś koszmar. Ja i moje dziecko staliśmy się celem ataków - musiałam wzywać policję, przywiązywać go do łóżka, dwie osoby do zmiany pieluchy to było mało. ( wcześniej zrywał regularnie podkłady i prześcieradła i wypróżniał się do łóżka, niszczył przedmioty ale wszystko znosiłam dopóki nie chciał mi osobiście krzywdy zrobić i swojemu wnuczkowi). W związku zapewne z leżeniem i niemocą ruchu przestał jeść i pić dlatego został umieszczony w szpitalu na oddziale wewnętrznym gdzie leży pod kroplówką i oczywiście kontynuowane jest leczenie w chorobie Alzheimera, ale ja już wiem, że to nie ten sam człowiek, mimo osłabienia jest agresywny czasami mnie nie poznaje i nie da się już jak jeszcze niedawno ( w wakacje) współpracować z nim ( zjedz, wypij, chodź pójdziemy na spacer, chodź wykąpiesz się). Po prostu wiem, że to już koniec... Ze szpitala ma być przetransportowany do ZOL ( zakład opiekuńczo leczniczy) i tam czeka go tylko czekanie na śmierć. Ja nie czuję żadnej ulgi, że już go nie ma w domu, chodzę do szpitala w którym są warunki jak z trzeciego świata i taka obsługa pielęgniarska i mnie to dobija i załamuje.
W głowie mam takie oczekiwanie, że wstanę rano a on będzie leżał w łóżku, obok stał telewizor ( jak jeszcze niedawno a niestety trzeba było go wynieść z pokoju bo próbował rozbić nim szybę) i że zrozumie wszystko co do niego powiem, pójdzie ze mną do kuchni zjeść śniadanie, potem na spacer itd. i tak to będzie trwało sobie.
Nie wiem jak sobie wytłumaczyć i odzyskać spokój ( o ile to w ogóle możliwe), że to choroba postępująca doprowadzająca do śmierci i nie ma odwrotu.
Jedynym moim marzeniem już teraz jest go kiedyś spotkać zdrowego, niech już będzie taki jaki był ale zdrowy, czekam na tą chwilę w życiu po życiu...
W głowie mam takie oczekiwanie, że wstanę rano a on będzie leżał w łóżku, obok stał telewizor ( jak jeszcze niedawno a niestety trzeba było go wynieść z pokoju bo próbował rozbić nim szybę) i że zrozumie wszystko co do niego powiem, pójdzie ze mną do kuchni zjeść śniadanie, potem na spacer itd. i tak to będzie trwało sobie.
Nie wiem jak sobie wytłumaczyć i odzyskać spokój ( o ile to w ogóle możliwe), że to choroba postępująca doprowadzająca do śmierci i nie ma odwrotu.
Jedynym moim marzeniem już teraz jest go kiedyś spotkać zdrowego, niech już będzie taki jaki był ale zdrowy, czekam na tą chwilę w życiu po życiu...