C.d.
Dieta dla Alzheimera-
-jest książka „Jedz zgodnie ze swoją grupą krwi. Encyklopedia zdrowia” Dr Peter J. D’ Adamo, korzystałam z niej, ponieważ temat Alzheimera jest tam omówiony i odpowiednia dieta pozwala na „dłuższe” cieszenie się sprawnością umysłowa Podopiecznego. Poza tym są tam omówione inne schorzenia.
Kłopoty z posiłkami, przyjmowaniem leków
-pojawia się kłopot z jedzeniem, jako takim, tzn.: Podopieczni jedzą ponad miarę lub nie jedzą wcale.
W przypadku jedzenia ponad miarę hm, można rozłożyć posiłki na mniejsze porcje, można również poprosić lekarza o lek na zmniejszenie łaknienia.
Zdecydowanie jest trudniej, gdy nie ma w ogóle łaknienia – w takiej sytuacji posiłki należy spożywać razem ( np.: zachwalając pod niebiosa obiad czy kolację). Można również zająć bardzo mocno Podopiecznego, tak, aby zapomniał o posiłku i zwyczajnie nakarmić Go w czasie np. układanki puzzli.
Tak samo można postąpić z lekami – tu jest o tyle trudniej, że leki to nic miłego. W najgorszej opcji można ratować się wkładając do jedzenia tabletki.
Powtarzające się pytania:
-to bardzo często powtarza się i naprawdę długo występuje. Mamcia bardzo często i długo powtarzała te same pytania. Dla mnie, osobiście to było wyzwanie nie lada, bo mam zwyczaj odpowiadania bardzo dokładnie na pytania (rozkładam wszystko na czynniki pierwsze), czyli zwykle odpowiedzi były długie i wyczerpujące. Mamcia nauczyła mnie odpowiadać krótko i zwięźle na pytania. Bardzo szybko okazało się, iż Mamcia nie rozumie zbyt dużej ilości informacji na raz.
Gniew, Złość, Zaborczość, Rozmowy
Ataki gniewu, krzyki właściwie towarzyszą cały czas mi towarzyszyły (z przerwą luty 2008/ maj 2009).
Takie sytuacje (krzyk) są w różnym nasileniu i bez ostrzeżenia zaczyna się krzyk na „wyimaginowanego wroga”.
Złość, krzyk, czy gniew i wybuchy niepohamowanej agresji - nie jest tak naprawdę kierowany bezpośrednio pod adresem opiekuna.
To zdecydowanie reakcja na ogromną dawkę strachu, bo chory jest zamknięty w hermetycznym świecie „ demonów, strachów, niepamięci, irytacji i niemożności”.
Takie sytuacje są niemal na tym samym poziomie trudności, co uporanie się wewnętrzne z incydentami łazienkowymi. Później dochodzą jeszcze trudniejsze kłopoty ….
Na ataki gniewu, krzyki czy fizyczną agresję ( tych ostatnich na szczęście było tylko kilka) miałam tylko jeden sposób, który zresztą nie zawsze dział, – gdy Mama krzyczała, złościła się - starałam się ją uspokoić zajmując np.: grą, kartami, rysunkami, albumem, lub zmuszałam Ją dosłownie do spaceru ( chodzenie po powietrzu uspokajał Ją najszybciej). Gdy zwierzak u nas zawitał w domu krzyki ustały. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego, po prostu – chyba głaskanie psa, zabawy z nim pozwalały Mamie odprężyć się i sprawiały Jej niewątpliwą przyjemność.
Fizyczna agresja, – gdy doszło do takiej sytuacji, po prostu wycofałam się z pokoju Mamci. W innym przypadku musiałam zwyczajnie „od tyłu” złapać Mamę za obie ręce i poczekać aż ten stan minie. Kłopot polega głownie na tym, że do takiej sytuacji
-nie można przygotować się,
- ataki następują bez żadnego ostrzeżenia
- w skrajnych sytuacjach „unieruchomienie” chorej osoby po prostu ratuje życie nie tylko opiekunowi, ale i samemu choremu – chory może dotkliwie rozbić głowę, pokaleczyć się itd.
Zaborczość – to trochę można porównać do sytuacji: berbecia kurczowo trzymającego się spódnicy mamy. Płaczącego, gdy mama znika, choć na moment. To porównanie doskonale oddaje charakter problemu.
Mama po prostu stała się dosłownie i w przenośni moim cieniem. Wszystkie najprostsze czynności robiłyśmy razem.
U Mamci taki stan trwał dość krótko i wielokrotnie pojawiał się, lecz już w dużo mniejszym nasileniu. Recepty na to nie znalazłam, chyba, dlatego że to jeden z łagodniejszych objawów.
Rozmowy: dzięki prowadzeniu rozmów dość szybko mogłam ustalić, jakie słowa Mama rozumie a co już można „wykreślić na zawsze z Jej słowniczka”. Gdy nie byłam pewna: czy aby na pewno Mama rozumie, co mówię czy o co proszę ratowałam się „doświadczeniami” prosząc o wykonanie jakiejś czynności, np.: Mama wykonywała (wielokrotnie) jakieś zadanie tylko w części i zacinała się. Było jasne, że od tego dnia coś znika z planu zajęć, czy ze słowniczka. Z czasem umiejętność mowy zanika: najpierw to tylko słowa znikają, całe zdania, później chory posługuje się tylko pojedynczymi wyrazami aż do chwili, gdy może wydawać tylko dźwięki.
Bezpieczeństwo w domu
Tu chodzi generalnie o zabezpieczenie w mieszkaniu całej chemii, ostrych przedmiotów, szafek kuchennych, kosmetyków, wymiana, choć jednego zamka w drzwiach wejściowych, elektrycznych kontaktów. Jednym słowem trzeba wykorzystać rozwiązania stosowane przy zabezpieczeniach, gdy w domu jest małe dziecko. Zabezpieczenia kontaktów, lodówki, szafek czy kuchenki – kupić można te drobiazgi w sklepach, gdzie prowadzona jest sprzedaż „ bezpieczny dom dla dziecka”.
Trzeba jedynie pamiętać, aby zmiany wprowadzane w domu następowały pod nieobecność chorego. To prosty sposób na uniknięcie awantury.
Tego rodzaju zabezpieczenia trzeba wprowadzać stopniowo i jak najwcześniej.
Wspólne spacery
Spacery są pewnego rodzaju terapią. Mamcia, gdy już wyszła z domu bardzo szybko wyciszała się i była zdecydowanie spokojniejsza. Był krótki czas, że korzystała z „wolności” na samym początku (to był rok 2005/ 2006) później zawsze wychodziłyśmy razem.
Gdy chory jest jeszcze „samodzielny” to bez kłopotu korzysta z każdej możliwości wyjścia z domu.(- Ten watek omówię w „Warto wiedzieć o..” Jakie teraz będą możliwości zabezpieczenia przed zagubieniem?
Często wymyka się nie mówiąc, dokąd idzie i kiedy wróci, sytuacje takie mają miejsce również w nocy.
Wymiana jednego zamka zabezpieczyła Nas przed nocnymi wędrówkami. Trzeba też zabezpieczyć okna i balkon (zakłada się blokadę).
Z czasem nie można było już Mamy samej zostawiać ani w domu ani na ulicy z powodu postępującej choroby.
Mamcia była aktywna ruchowo licząc od czerwca 2005r. do maja 2009r. ( od stycznia do maja 2009r zaczęły się poważne kłopoty z chodzeniem).
Wyjazdy do lekarzy, na badanie, na wypoczynek-
- wizyty w przychodni rodzinnej to ha, ha bajka w porównaniu z np.: Przychodnią Alzheimerowską, dlaczego, a no przyczyna bardzo prosta:, bo Przychodnia Alzheimerowska mieściła się w zupełnie innym mieście. Sama podróż była stresem dla Mamci! Nim dotarłyśmy na miejsce Mamcia była cała w nerwach- hałas uliczny, tłum ludzi obce twarze, itd.
Nigdy nie uprzedzałam Mamci o tych wyjazdach, żeby na zaś nie denerwowała się.
Badania – taka sama reakcja, bo w przychodni rano na badaniach jest bardzo dużo osób, niestety kultura osobista pacjentów pozostawia wiele do życzenia, więc, niestety to też były nerwy!.
Wypoczynek- w tej dziedzinie nie mam wprawy, bo Mamcia tylko trzy razy wyjechała. Na sto procent trzeba osobę, z którą Chory jedzie uprzedzić o zachowaniach, o lekach, jakie przyjmuje, (kiedy jakie i jaką ilość) o toalecie, o diecie, ustalonym porządku dnia, trzeba dać zapas wkładek urologicznych, pieluch (to oczywiście, jeśli Podopieczny ich używa).Im więcej Opiekun jest w stanie przekazać takich informacji, tym lepiej, bo potencjalna osoba (opiekunka płatna) lub ktoś z rodziny łatwiej powinien poradzić sobie z kłopotami, jakie może napotkać. Oczywiście idealna sprawa jest, gdy potrafi się przekazać sposoby uspokojenia w razie, czego Podopiecznego.
Toaleta(W.C.)
- może zacznę od sprawy WC – Mamcia, gdy w 2005 roku wprowadziliśmy się, sama korzystała z toalety, lecz, potrzeby fizjologiczne załatwiała na podłogę (nie wiedziała, do czego służy toaleta). Więc zwyczajnie zaczęłam Mamci towarzyszyć w toalecie. Niestety, im dalej tym gorzej. Z czasem była np.: taka historia jak wkładanie rąk do toalety po załatwieniu się, wkładanie dłoni we wszystkie otwory w ciele, była również taka sytuacja:, gdy ktoś z nas (domowników) korzystał z łazienki i zapomniał zamknąć drzwi na zamek kończyło się to dosłownie Maminą wizytacją.
Więc aby uniknąć takich sytuacji jak „wizytacja łazienkowa” trzeba założyć taki zamek, aby Podopieczny nie mógł sam zamknąć się w łazience, ale reszta domowników bez skrępowania mogła z łazienki korzystać.
Z czasem kąpiele wymagają obecności Opiekuna, ponieważ:
- Podopieczny w ogóle unika kąpieli, a mycie ogranicza np.: do zamoczenia rąk.
- Zapomina o myciu jamy ustnej
-, •Gdy już jest np.: w wannie zwykle kończy się to tylko zamoczeniem ciała bez mydła.
- Trzeba kontrolować „posiedzenia łazienkowe”, bo np.: wanna jest jednocześnie miejscem wypróżniania!!!
Sprawa z toaletą to dość złożony proces: u Mamci to do roku 2008 była ciągła walka i tu muszę przyznać się do tego, że na „dzień dobry”(w 2005 roku) na siłę włożyłam Mamcię do wanny i Ją po prostu umyłam. Później, ponieważ co dziennie rano i wieczorem Mama była kąpana z czasem Jej bunt osłabł, a gdy pojawił się pies zniknął zupełnie. Ważne jest zachowanie cierpliwości w czasie całej kąpieli, bo im większe nasze zdenerwowanie, tym większy bunt Podopiecznego!
Na 100% cały ten proces kąpieli ułatwia brodzik i prysznic.
Ważna sprawa: maty antypoślizgowe w wannie i na podłodze – unika się upadków.
Kąpiele z ziół (zapalenie cewki moczowej)-
-najczęstsza przypadłość to zapalenie cewki moczowej oraz nie trzymanie moczu, a później również kału.
Zacznę od ziół: są mieszanki gotowe na problemy z układem moczowym, (apteki, sklepy zielarskie) można również samemu wykonać taką mieszankę: szałwia+ rumianek+ kora dębu trzeba zachować równe proporcje tzn. np.: 3 łyżki stołowe szałwii to po 3 łyżki stołowe rumianku i kory dębu, ( jeśli postać sypana), jeśli w torebkach (herbacianych) należy tyle samo torebek zaparzyć każdego z ziół. Parzy się razem tak jak sypana herbatę, (15 min gotuje się pod przykryciem), później należy odcedzić i dolać do kąpieli.
Zioła z powodzeniem można zastąpić roztworem nadmanganianu potasu – trzeba pamiętać o tym w obu przypadkach (zioła i roztwór) im więcej wsypujemy tym mocniejszy wywar bakteriobójczy i odkażający!
Nadmanganian potasu jest w postaci fioletowego proszku i naprawdę mało trzeba wsypać do kąpieli. Jest dostępny w aptekach.
Takie kąpiele pomagają utrzymać układ moczowy wolny od bakterii.
To o tyle jest ważne, że z czasem każdy Podopieczny musi używać wkładek urologicznych, pieluchomajtek, oraz pieluch.
Z chwilą, gdy Podopieczny przestaje chodzić i nie ma mowy o takich sprawach jak kąpiele, „nasiadówki” wystarczy po prostu podmywać wywarem z ziół lub roztworem nadmanganianu potasu.
Fazy przejściowe:
to okres między poszczególnymi etapami choroby. W czasie całej choroby występuje i wygląda to trochę jakby wszystko, co było do tej pory na raz zwaliło się choremu na głowę np.: przez minimum tydzień chory jest nienaturalnie pobudzony i jest bardzo trudny kontakt z nim.
Faza przejściowa w ostatnim etapie choroby – wygląda jakby ktoś puścił film „Alzheimer mojej Mamy” od nowa tylko w przyspieszonym tempie. Z tą różnicą, że Mama przez chyba adrenalinę miała ogromną siłę, więc naprawdę trudno jest zapanować w tym momencie nad chorym. Gdy ta faza przechodzi w ostatni etap następuje „nienaturalna” cisza w mieszkaniu, chory nie mówi, nie chodzi, z rzadka wydaje dźwięki, nie ma żadnej władzy nad ciałem.
Omamy, halucynacje, krzyki przez sen-
-to chyba naprawdę jedna z trudniejszych rzeczy, z jakimi muszą zmierzyć się Opiekunowie.
Gdy Mamcia doszła do tego etapu ja bardzo spokojnie z Nią rozmawiałam, cichym, opanowanym głosem, głaszcząc Ją po głowie czy ręku. Próbowałam mówić, że jest u siebie we własnym mieszkaniu, w swoim pokoju i łóżku.
To nie zawsze odnosiło skutek. Na to nie ma recepty, ani złotego środka!!!
Ściągawka dotycząca opieki nad leżącym chorym
Dieta dla osoby leżącej
Pod koniec choroby pojawiają się bez żadnego ostrzeżenia ( zresztą jak wszystkie objawy) kłopoty z, jedzeniem w tradycyjny sposób, później z przełykaniem.
Gdy, w maju 2009r zaczęły się pierwsze kłopoty z jedzeniem, zaczęłam najpierw rozdrabniać wszystkie posiłki, później przyszedł czas na miksowanie i podawanie „przez smoka”(butelki dla niemowlaka). Z czasem , gdy choroba dochodzi do końca i zabiera nawet tak podstawowe umiejętności choremu – zjedzenie jednego posiłku (butelki) trwało nie raz kilka godzin.
Jakie posiłki podawać?:
a) Do jakiegoś momentu choremu miksuje się zupy, gotowane mięso,
b) Kleiki , kisiele, kaszki
c) Są specjalne napoje dla obłożnie chorych ( tylko w aptekach bez recepty- Patrz:
http://nutridrink.pl/naszeprodukty?gcli ... 3godxlf1Cg)
Trzeba również pamiętać o podawaniu płynów.
Mama zmarła w październiku 2009r. , odeszła we śnie i na moje „szczęście” Odeszła w chwili, gdy jeszcze miała resztki odruchu ssania. Dlatego piszę o szczęściu, bo wielu chorych umiera dużo później, czyli nie mają już nawet odruchu ssania. W takich przypadkach opiekunowie ratują się kroplówką, i karmieniem pozajelitowym.
Omamy, halucynacje: U Mamy były od maja 2009r do końca jej życia .Wcześniej w czasie choroby były tylko dwie takie sytuacje. W ostatnim okresie Mamcia coraz częściej rozmawiałam z niewidzialnymi osobami, z lustrem, często bała się własnego odbicia w szklanych powierzchniach.
Więc w domu wszystkie lustra, szklane powierzchnie były zasłonięte. Gdy Mama rozmawiała z niewidzialnymi osobami interweniowałam tylko, gdy była zdenerwowana…
Lecz najtrudniej zapanować nad tymi objawami, gdy chory kończy swoją drogę życia. Wtedy są najsilniejsze i najtrudniej poradzić sobie z nimi. Gdy Mama weszła w świat duchów i już nie potrafiła nic powiedzieć – krzyczała, to był nieartykułowany dźwięk, broniła się przed czymś czego ja nie potrafiłam zobaczyć. W takich warunkach opieka jest bardzo trudna, bo chory nie poznaje najbliższych i nie rozpoznaje głosu opiekuna. Więc nie ma na to dobrego domowego sposobu. Gdy Mamę dopadały „duchy” przytulałam ją , głaskałam i uspokajałam. Ten okres tak naprawdę był najtrudniejszy dla mnie czasem. Cała choroba nie dała mi tak w kość jak właśnie ostatni etap.
Higiena leżącego podopiecznego:
-toaleta w łóżku, gdy Chory jest nieruchomy jest bardzo kłopotliwa min. ze względu na to, że trzeba poprawnie przewracać na boki chorego –tak, aby nie uszkodzić ciała.
Warto poprosić pielęgniarkę, (np. z Ośrodka) Chodzi tu o zwyczajne pokazanie, jak powinno się bezpiecznie przekręcać chorego na boki, jak powinna wyglądać toaleta i zmiana pieluch. Warto pamiętać o masażu całego ciała Chorego.
Posiłki dla leżących podopiecznych –
-pod koniec choroby trzeba ratować się takimi rozwiązaniami jak rozdrabnianie pokarmu(tak jak dla małego dziecka), dodawaniem do posiłków otrębów (to z prostej przyczyny – chodzi tu o inną przemianę materii w organizmie u leżącego człowieka; w pozycji leżącej chory ma poważne problemy z wypróżnianiem się) Później zostają zupki, kaszki, kleiki, i Nut drink (te napoje są dostępne tylko w aptekach, są to napoje dla obłożnie chorych bez recepty, – co najmniej 5 napoi na dzień – tu warto pamiętać, że napoje są w różnym stężeniu im mocniejsze tym ilość mniejsza) na koniec jest tylko kroplówka.
Podawanie posiłków jest przez butelkę ze smoczkiem, lub „dziobkiem” z małymi dziurkami. Odruch ssania zachowuje się najdłużej i gdy jest kłopot z „normalnym” karmieniem trzeba ratować się innymi rozwiązaniami- takimi jak karmienie pozajelitowe (niestety niewiele wiem na ten temat – Mamcia zmarła we śnie. Ominęło nas karmienie kroplówką i karmienie pozajelitowe)
Gdy Podopieczny dochodzi do etapu kroplówki – to jest najtrudniejszy moment dla Opiekuna i dla rodziny. Najbardziej boli, bo już nic nie zostaje, nie ma alternatywy!!!Zostaje tylko bezsilność!!!!