My i choroba Dziadziusia
: sobota 11 lut 2012, 18:45
Dziadziuś ma 90 lat.. DO ok 87-88 roku życia radzący sobie sam ze wszystkim, bardzo aktywny fizycznie (rower), oczytany... Dziś.. Choroba powoli zabiera wszystko..
Dziadziuś od śmierci Babci 10 lat temu mieszkał sam, za nic w świecie nie chciał przeprowadzić się do naszego miasta, do moich rodziców (czyli do swojego jedynego syna). Wszystko było cudownie .. aż nieco ponad 2 lata temu zaczęły się niewielkie incydenty (przywidzenia).. a później pierwszy duży atak: Zadzwonił telefon os siostry Dziadziusia, że przyjechał do niej w zimę po śniegu na rowerze bo twierdził, że ktoś nie chce Go wpuścić do domu.. Prawdopodobnie kilka razy upadł próbując się wdrapać na drabinę.. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy po niego w nocy.. Pierwsze tygodnie Tata praktycznie mieszkał u Dziadziusia dojeżdżając do pracy 60km, ja byłam na weekendy.. Z Dziadziusiem było niezbyt dobrze- nie potrafił nawet wziąć leków wypisanych na kartce - tak jakby nie rozumiał co było na niej napisane.. Jednocześnie nadal miał bardzo dużo sił, nadal czytał, zajmował się czymś.. U Rodziców mieszka już 2 lata.. w ciągu tych dwóch lat całe nasze życie zmieniło się diametralnie.. Mama też niestety cierpi na chorobę nieuleczalną .. Tata pracować musi, z Dziadziusiem siedzi Mama, drugi Dziadziuś (po leczonej depresji) i ja kiedy nie jestem w pracy (a pracuję na razie 2 dni w tygodniu). Tata jest z nami od 16, wtedy ja wracam do domu do Męża. Jesteśmy wykończeni psychicznie ale zaczyna nam tez siadać zdrowie fizyczne. Dziadziusia trzeba dźwigać i prowadzić do ubikacji, czasem jednak zdarzają się wypadki, że Dziadziuś nie powie, że chce iść.. Kończy się wiadomo jak..
Zdarzają się ataki agresji, złośliwości.. Codziennie o 13 Dziadziuś je obiad. Zdarza się, że odmawia wstania do stołu, siłuje się z nami - ma wtedy nieprawdopodobną siłę! Nie jestem go w stanie podnieść, do tego Dziadziuś potrafi złośliwie ciągnąć całą siłą ciała do dołu tak, aby uniemożliwić nam podniesienie go.
Często ma przywidzenia - szuka jakichś łyżek, igieł.. Najgorsze jest jednak to, że nie śpi w nocy.. Tata jest już u kresu wytrzymałości, śpi z Dziadziusiem w pokoju .. a właściwie przebywa, bo spać Dziadziuś nie daje..
Została zwiększona dawka leku (w strzykawce) ale nocne "ataki" jak były tak nadal są... Później w dzień Dziadziuś odsypia.. a Tata w pracy..
W domu wszyscy są wykończeni i znerwicowani..
Życia sobie nie wyobrażam bez Dziadziusia ale ile jeszcze będziemy w stanie wytrzymać??
Dziadziuś od śmierci Babci 10 lat temu mieszkał sam, za nic w świecie nie chciał przeprowadzić się do naszego miasta, do moich rodziców (czyli do swojego jedynego syna). Wszystko było cudownie .. aż nieco ponad 2 lata temu zaczęły się niewielkie incydenty (przywidzenia).. a później pierwszy duży atak: Zadzwonił telefon os siostry Dziadziusia, że przyjechał do niej w zimę po śniegu na rowerze bo twierdził, że ktoś nie chce Go wpuścić do domu.. Prawdopodobnie kilka razy upadł próbując się wdrapać na drabinę.. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy po niego w nocy.. Pierwsze tygodnie Tata praktycznie mieszkał u Dziadziusia dojeżdżając do pracy 60km, ja byłam na weekendy.. Z Dziadziusiem było niezbyt dobrze- nie potrafił nawet wziąć leków wypisanych na kartce - tak jakby nie rozumiał co było na niej napisane.. Jednocześnie nadal miał bardzo dużo sił, nadal czytał, zajmował się czymś.. U Rodziców mieszka już 2 lata.. w ciągu tych dwóch lat całe nasze życie zmieniło się diametralnie.. Mama też niestety cierpi na chorobę nieuleczalną .. Tata pracować musi, z Dziadziusiem siedzi Mama, drugi Dziadziuś (po leczonej depresji) i ja kiedy nie jestem w pracy (a pracuję na razie 2 dni w tygodniu). Tata jest z nami od 16, wtedy ja wracam do domu do Męża. Jesteśmy wykończeni psychicznie ale zaczyna nam tez siadać zdrowie fizyczne. Dziadziusia trzeba dźwigać i prowadzić do ubikacji, czasem jednak zdarzają się wypadki, że Dziadziuś nie powie, że chce iść.. Kończy się wiadomo jak..
Zdarzają się ataki agresji, złośliwości.. Codziennie o 13 Dziadziuś je obiad. Zdarza się, że odmawia wstania do stołu, siłuje się z nami - ma wtedy nieprawdopodobną siłę! Nie jestem go w stanie podnieść, do tego Dziadziuś potrafi złośliwie ciągnąć całą siłą ciała do dołu tak, aby uniemożliwić nam podniesienie go.
Często ma przywidzenia - szuka jakichś łyżek, igieł.. Najgorsze jest jednak to, że nie śpi w nocy.. Tata jest już u kresu wytrzymałości, śpi z Dziadziusiem w pokoju .. a właściwie przebywa, bo spać Dziadziuś nie daje..
Została zwiększona dawka leku (w strzykawce) ale nocne "ataki" jak były tak nadal są... Później w dzień Dziadziuś odsypia.. a Tata w pracy..
W domu wszyscy są wykończeni i znerwicowani..
Życia sobie nie wyobrażam bez Dziadziusia ale ile jeszcze będziemy w stanie wytrzymać??