Chwilami wydaje mi się, że Mama rzeczywiście wraca do stanu sprzed szpitala i to dodaje mi sił. Ale niestety wciąż to jeszcze nie 'ten stan". Dzisiaj rano zapytała "czy juz jest Boże Narodzenie" Tak jakby miała przerwę w życiorysie. Mama już przed Świętami skarżyła się na nasilenie bólu kręgosłupa. Wtedy jednak radziła sobie ze wszystkim bez mojej pomocy. Na Święta upiekła tort, włączyła się w przygotowanie Wigilii. Na pewno to ja bardzo zmęczyło. Pierwszy dzień po Świętach przespała. Kolejne dni były coraz trudniejsze. 2 stycznia wezwałam lekarza. Później przeżyłysmy koszmar badań w przychodni. Potem kolejny tydzień kiedy już nie była w stanie bez pomocy podnieść się z łóżka a nawet położyć się. Ale prosiła i przyjmowała pomoc.Po powrocie ze szpitala w zależności od nastroju albo biernie poddaje się zabiegom pielegnacyjno-higienicznym albo reaguje złością na próby pomocy. Sama nie wiem co gorsze. Apatia mnie przeraża, a upór denerwuje./../ Przeważnie udawało nam się powrócić prawie do stanu sprzed szpitala. Wymagało to czasu, cierpliwości i fizycznego usprawniania. Może też tak będzie u Was? Splątanie wskutek zmian otoczenia, zmiany leków czy niedokrwienia organów często występują u schorowanych osób starszych, jednak bywają stanem odwracalnym. Z całego serca życzę. Anka
Ja nie obserwuję lęku u Mamy. W szpitalu (na początku) chwaliła opiekę, mimo, że też czasem ostro broniła się przed zabiegami higienicznymi. Z mojego punktu widzenia te zabiegi były upokarzające. Nie wiem czy mama tak to odbierała, ale byc może jej zachowanie to efekt "wyłaczenia się" (mechanizm obronny?)Wydaje mi się że zmiana otoczenia spowodowała u niego poczucie jakiegoś lęku, niepewności. Ręce drżały mu tak silnie że nie potrafił nic utrzymać. Opowiadał jakieś niestworzone historie. Skróciliśmy jego pobyt do absolutnie koniecznego minimum. Po powrocie do domu jeszcze trochę trwało zanim wrócił do stanu sprzed. Nie pamiętam dokładnie ale było to kilka dni.
Mama osteoporozę miała zdiagnozowaną co najmniej kilkanaście lat temu. Przez kilka lat zażywała leki, które wprawdzie jej nie wyleczyły ale jednak pomogły. Od ok. 2 lat nie miała takich ostrych stanów jak wiele razy wcześniej po złamaniach kręgów. Złamania były zwykle spowodowane drobnymi urazami (wystarczyło, że lekko potknęła się).Ostatnio ( w ciągu pół roku)miała kilka upadków (kiedyś przewróciła się trzy razy w ciągu kikudziesięciu minut); na szczęście nie skarżyła się po tym na silniejsze dolegliwości kręgosłupa. Niestety, poza lekami i przez jakiś czas gorsetem Javeta, nie stosowała się do podstawowego zalecenia, czyli jak najwięcej ruchu. Była dwa- trzy razy w Sanatorium i wracała w nieco lepszej formie. Chodziła też na rehabilitację. Ale później już nie chciała nigdzie wyjeżdżać, coraz rzadziej wychodziła z domu. Nie chciała już nawet zażywać leków. Efektem tej małej aktywności ruchowej są teraz poważne zaniki mięśni. Być może to właśnie jest przyczyna bólu. Do tego jeszcze zaburzenia krążenia i potworny obrzęk nóg, który ustąpił po leczeniu w szpitalu i to jedyna na razie widoczna poprawa stanu ogólnego Mamy.Wspominasz cały czas o osteoporozie. Jak tylko jakoś wszystko się trochę uspokoi, to załatw te badania mamie, o których wspomniałem szczególnie, że napisałaś, że mama nie wychodzi już od paru miesięcy z domu. Witamina D3 jest odpowiedzialna za wchłanianie wapnia a powstaje dzięki działaniu promieni słonecznych na skórę. W przypadku gdy osoba nie wychodzi z domu i nie wystawia ciała na działanie słońca spada poziom witaminy D3, co powoduje zmniejszenie przyswajania wapnia. W takiej sytuacji organizm podnosi poziom parathormonu, który wyciąga rezerwy wapnia z kości, żeby utrzymać odpowiedni jego poziom we krwi. Gęstość kości spada i zaczynają się kłopoty - garb, nacisk żeber na narządy, samoistne pękanie kręgów, osteomalacja, bóle itd. Tarczyca tez może mieć tutaj wpływ.
Jeżeli by się potwierdziło zaburzenie D3 i/lub parathormonu (samo badanie poziomu wapnia jeszcze nic nie mówi), to należy uważać przy leczeniu i kontrolować cały czas poziom wapnia, bo jego nadmiar zwiększa toksyczność niektórych leków nasercowych.
Będę jeszcze próbowała znaleźć jakiegoś rehabilitanta, który mógłby przynajmniej zmotywować Mamę do prostych ćwiczeń, jakie pokazała mi pielęgniarka w szpitalu (ta, która Mamę "uruchomiła" po 5 dniach bezruchu)
Zaniepokoiła mnie ta "toksyczność leków nasercowych"