Jak się pogodzić z początkiem końca?

Tu dzielimy się naszymi historiami związanymi z chorobą Alzheimera lub innymi demencjami.
acuarela
Posty: 26
Rejestracja: wtorek 12 lut 2013, 16:28

Jak się pogodzić z początkiem końca?

Post autor: acuarela »

Nie pisałam tu długo, nie czułam, że tu pasuję bo Wy wszyscy podpierani jesteście miłością do swoich rodziców/bliskich i dobrymi wspomnieniami o nich. Ja tego nie miałam. Ale nie chcę się użalać nad sobą, mam zupełnie inne wrażenie - że zasługuję na potępienie. Mój ojciec od listopada przebywa w szpitalu, najpierw w psychiatrycznym oddziale po powrocie z którego poprawa w zachowaniach agresywnych trwała tylko tydzień a potem zaczął się jakiś koszmar. Ja i moje dziecko staliśmy się celem ataków - musiałam wzywać policję, przywiązywać go do łóżka, dwie osoby do zmiany pieluchy to było mało. ( wcześniej zrywał regularnie podkłady i prześcieradła i wypróżniał się do łóżka, niszczył przedmioty ale wszystko znosiłam dopóki nie chciał mi osobiście krzywdy zrobić i swojemu wnuczkowi). W związku zapewne z leżeniem i niemocą ruchu przestał jeść i pić dlatego został umieszczony w szpitalu na oddziale wewnętrznym gdzie leży pod kroplówką i oczywiście kontynuowane jest leczenie w chorobie Alzheimera, ale ja już wiem, że to nie ten sam człowiek, mimo osłabienia jest agresywny czasami mnie nie poznaje i nie da się już jak jeszcze niedawno ( w wakacje) współpracować z nim ( zjedz, wypij, chodź pójdziemy na spacer, chodź wykąpiesz się). Po prostu wiem, że to już koniec... Ze szpitala ma być przetransportowany do ZOL ( zakład opiekuńczo leczniczy) i tam czeka go tylko czekanie na śmierć. Ja nie czuję żadnej ulgi, że już go nie ma w domu, chodzę do szpitala w którym są warunki jak z trzeciego świata i taka obsługa pielęgniarska i mnie to dobija i załamuje.
W głowie mam takie oczekiwanie, że wstanę rano a on będzie leżał w łóżku, obok stał telewizor ( jak jeszcze niedawno a niestety trzeba było go wynieść z pokoju bo próbował rozbić nim szybę) i że zrozumie wszystko co do niego powiem, pójdzie ze mną do kuchni zjeść śniadanie, potem na spacer itd. i tak to będzie trwało sobie.

Nie wiem jak sobie wytłumaczyć i odzyskać spokój ( o ile to w ogóle możliwe), że to choroba postępująca doprowadzająca do śmierci i nie ma odwrotu.

Jedynym moim marzeniem już teraz jest go kiedyś spotkać zdrowego, niech już będzie taki jaki był ale zdrowy, czekam na tą chwilę w życiu po życiu...
wigi
Posty: 1068
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Re: Jak się pogodzić z początkiem końca?

Post autor: wigi »

acuarela pisze:Nie pisałam tu długo, nie czułam, że tu pasuję bo Wy wszyscy podpierani jesteście miłością do swoich rodziców/bliskich i dobrymi wspomnieniami o nich.
To forum jest dla wszystkich opiekunów chorych. Nie ma tak, że ktoś nie pasuje...
Zresztą przecież kochasz swojego Ojca, to widać w poście... A to co było kiedyś, dzisiaj straciło przecież na znaczeniu...
Dlaczego myślisz, że zasługujesz na potępienie??? Choroba bliskiej osoby nie jest żadną karą... Tak po prostu bywa, choroba nie wybiera...
acuarela pisze: W związku zapewne z leżeniem i niemocą ruchu przestał jeść i pić dlatego został umieszczony w szpitalu na oddziale wewnętrznym gdzie leży pod kroplówką.
Możesz się popytać, czy w takiej sytuacji mogą Ojcu założyć PEGa?
acuarela pisze: Ze szpitala ma być przetransportowany do ZOL ( zakład opiekuńczo leczniczy) i tam czeka go tylko czekanie na śmierć.
Skoro nie możesz się Nim zająć w domu to ZOL jest jedynym wyjściem. Ale nie można tak myśleć, że jest to tylko czekanie na śmierć. Trzeba walczyć o każdy dzień życia, karmić, rehabilitować...
acuarela pisze: Nie wiem jak sobie wytłumaczyć i odzyskać spokój ( o ile to w ogóle możliwe), że to choroba postępująca doprowadzająca do śmierci i nie ma odwrotu.
Śmierć czeka każdego i to trzeba po prostu przyjąć do wiadomości. Nikt nie ma patentu na nieśmiertelność. Niestety, myślę, że na śmierć bliskiej osoby przygotować się nie da. Trzeba natomiast zrobić wszystko co się da, by choremu zapewnić jak najlepszą opiekę do końca.
acuarela
Posty: 26
Rejestracja: wtorek 12 lut 2013, 16:28

Re: Jak się pogodzić z początkiem końca?

Post autor: acuarela »

Dziękuję Ci wigi za słowa wsparcia, umiesz to robić - ja tu czułam się bezradna i załamana - swoją sytuacją i sytuacją innych, których posty czytałam.

Tata jest od dziś tam gdzie nic nie boli i nie ma chorób czyli nie doczekał przewiezienia do ZOL, zmarł w szpitalu. Robiłam co mogłam ale mogłam niewiele - jeszcze wczoraj buntował się przed goleniem i myciem włosów ale nieskutecznie ( bo zrobiłam te zabiegi jak najdelikatniej się dało) ale udało mu się ścisnąć mi rękę tak, że nie mogłam obciąć mu paznokci . Być może wiedział, że to już nie będzie potrzebne... Cieszę się, że już nie cierpi
ODPOWIEDZ