Postanowiłam coś dopisać z ważnego dla mnie powodu.Otóż mam wrażenie,że choroba W. postępuje w zastraszającym tempie.Przynajmniej w moim odczuciu.Zaczynam się obawiać,że jak już urządzę się w moim spokojnym kąciku w mieszkaniu (a niewiele mi już zostało rzeczy do uzupełnienia),które opuścił mój syn,to będę musiała wrócić na stałe do W.
O tym,że nie wie,że czapka wełniana to nadal jest czapka,już wspominałam.Ale poniżej najnowsze jego wyczyny:
1.Wyszedł z domu na zakupy,ale zostawił otwarty na całą szerokość balkon-mieszkamy na parterze.Był oburzony po powrocie,że mam pretensje.Jego argumenty pominę.
2.Już nagminnie oskarża mnie o to,że zabrałam mu rzeczy,których nie może znaleźć,bo nie pamięta gdzie położył.
3.W ogóle nie pamięta wieczornych uzgodnień co do zakupów i planów na następny dzień.
4.Traci umiejętność gotowania,które było jego ogromną pasją-to była jedyna jego pozytywna
cecha dla mnie,jako kobiety.
5.Nie potrafię go już nauczyć ŻADNEJ nowej czynności ani wyrobić nowego nawyku.
To wszystko wydarzyło się w listopadzie.
Nasza rodzinna już ze dwa miesiące temu mi wspominała,że zastanawia się nad włączeniem właściwych dla tej choroby leków.Chyba czas nadszedł.Mam pretekst,żeby do niej pójść,bo od pół roku bardzo boli mnie prawa ręka,więc W. się nie zorientuje.Do kupienia do mojego kącika pozostał mi tylko koc z mikrofibry do drugiego pokoju.Będę miała już wszystkie wymarzone rzeczy,ale okazuje się,że sa najmniej ważne.