straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
Ponieważ mieszkam w bloku, jest duży problem z wyprowadzaniem ojca z domu na tzw. spacery - do niedawna zabierał go były szef/ przyjaciel, do miejsca w którym pracował (biuro siedziby na wsi z podwórkiem) po to aby nie siedział w domu non stop ale pochorował się na płuca i jest po pobycie w szpitalu i mam wrażenie, że jego pomoc się skończyła, a pomagał mi nie tylko dlatego, że ojciec u niego pracował przez 16lat ale również dlatego iż znał moją sytuację i wiedział, że rodzina mi w żaden sposób nie pomaga i nie pomoże, nawet sam kiedyś to powiedział. Nawet jeżeli wyprowadzam ojca na spacer to nie potrwa to dwie godziny, ciężko się z nim chodzi, wlecze się za mną- im wolniej idę tym wolniej idzie on, albo idzie osobnym torem, sam nie wiedząc dokąd, jest mi z tym ciężko, bo ludzie się patrzą, nawet jak prowadzę go do castoramy żeby poćwiczyć pamięć pytając się o nazwy asortymentu to też czuję te spojrzenia. Okropne jest to, że nie ma możliwości usiąść gdzieś z nim na ławce i wiedzieć, że nie ucieknie i nie być narażonym na te bezczelne gapienie się ( nie wiem czy to tępy wyraz twarzy ojca tak zwraca uwagę czy może ciężar z jakim się muszę zmagać na mojej twarzy?) Szczerze mówiąc czuję, że się załamuję, wiem, że sama nie dam rady, czuję się kompletnie przybita po telefonie mojej matki, której nie stać nawet na słowa wsparcia przez telefon- zawsze dzwoni zapytać się o mojego synka, powie coś o sobie i po 3minutach kończy rozmowę nawet nie pytając się jak sobie radzę z chorobą ojca a jej męża ( z którym nie była łąskawa się rozwieść).
Byłam raz w opiece społecznej ale potraktowano mnie okropnie, pani stwierdziła, że mają ogromne kolejki ( a nikogo oprócz mnie tam nie widziałam) i mnóstwo podań ( puste biurko) i dała mi do zrozumienia, że nie jestem przypadkiem, który może liczyć na pomoc. W domu dziennego pobytu też mi odmówiono, bo dla nich alzheimer kojarzy się wyłącznie z agresją i wyzywaniem innych ludzi. Myślę na poszukaniem wolontariusza, który zostanie z moim synem w domu a ja pójdę z ojcem na dwór albo on ojca wyprowadzi ( ojciec zawsze większym szacunkiem darzył obcych ludzi niż najbliższych i z mężczyznami był kontaktowy a z rodziną nie- same kobiety) ale nie wiem czy to dobry pomysł.. Nie chcę się załamać bo wtedy nawet dzieckiem nie będę w stanie się zająć ani sobą, proszę o jakąś podpowedź
Byłam raz w opiece społecznej ale potraktowano mnie okropnie, pani stwierdziła, że mają ogromne kolejki ( a nikogo oprócz mnie tam nie widziałam) i mnóstwo podań ( puste biurko) i dała mi do zrozumienia, że nie jestem przypadkiem, który może liczyć na pomoc. W domu dziennego pobytu też mi odmówiono, bo dla nich alzheimer kojarzy się wyłącznie z agresją i wyzywaniem innych ludzi. Myślę na poszukaniem wolontariusza, który zostanie z moim synem w domu a ja pójdę z ojcem na dwór albo on ojca wyprowadzi ( ojciec zawsze większym szacunkiem darzył obcych ludzi niż najbliższych i z mężczyznami był kontaktowy a z rodziną nie- same kobiety) ale nie wiem czy to dobry pomysł.. Nie chcę się załamać bo wtedy nawet dzieckiem nie będę w stanie się zająć ani sobą, proszę o jakąś podpowedź
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
Może coś w stylu: http://nadzieja-lowicz.pl/?page_id=37?
http://www.wolontariat.org.pl/strona.php?p=22
Na spacerach w ogóle nie zwracaj uwagi na to jak inni patrzą. To jest kompletnie bez znaczenia.
http://www.wolontariat.org.pl/strona.php?p=22
Na spacerach w ogóle nie zwracaj uwagi na to jak inni patrzą. To jest kompletnie bez znaczenia.
Więcej informacji:
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
dziękuję Tomku, masz rację, w poradniku dla opiekunów jest napisane, że za nic w świecie nie można się chować w domu tylko dlatego, że widok chorego nie pasuje do czyjejś estetyki ulicy, dałam też ogłoszenie na lokalnej stronie internetowej, że szukam wolontariusza ( chociaż ja się odwdzięczę - nie lubię przyjmować niczego za darmo), na razie siedzę i płaczę bo ten pan, który ojca zabierał ma okazało się odjętą nerkę i coś w płucu ( czyt. rak), nie chodzi mi tu, że on już mi nie pomoże tylko, że to dobry porządny człowiek, i nie mogę się pogodzić, że tak mu się dzieje
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
Ludźmi się nie przejmuj. Niestety są ludzie i klamki.acuarela pisze:dziękuję Tomku, masz rację, w poradniku dla opiekunów jest napisane, że za nic w świecie nie można się chować w domu tylko dlatego, że widok chorego nie pasuje do czyjejś estetyki ulicy, dałam też ogłoszenie na lokalnej stronie internetowej, że szukam wolontariusza ( chociaż ja się odwdzięczę - nie lubię przyjmować niczego za darmo), na razie siedzę i płaczę bo ten pan, który ojca zabierał ma okazało się odjętą nerkę i coś w płucu ( czyt. rak), nie chodzi mi tu, że on już mi nie pomoże tylko, że to dobry porządny człowiek, i nie mogę się pogodzić, że tak mu się dzieje
A co do przyjaciela Twojego Ojca, który Ci tak pomagał, to też tego nie umie pojąć. Ciągle się słyszy, że dobro powraca. Ale ja nie wiem do kogo?? Bo jak to jest że łajzy się mają dobrze i żyją bezstresowo a dobrych ludzi albo choroba albo zło spotyka???
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
>> Bo jak to jest że łajzy się mają dobrze i żyją bezstresowo a dobrych ludzi albo choroba albo zło spotyka???
Też mnie to zastanawia ale cóż, ja wierzę, że ten człowiek jednak wyzdrowieje na tyle żeby pocieszyć się życiem, a ja znajdę kogoś do pomocy
Też mnie to zastanawia ale cóż, ja wierzę, że ten człowiek jednak wyzdrowieje na tyle żeby pocieszyć się życiem, a ja znajdę kogoś do pomocy
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
I tak trzymać
Optymizm przede wszystkim 
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
Witam .powinnaś być dumna że opiekujesz się chorym ojcem i nie pozbyłaś się kłopotu , tylko ciągniesz ten bagaż ze sobą .Wielkie uznanie dla ciebie .Nie zwracaj uwagi na tych co są bez serca ,a twoja dobroć i cierpliwość wynagrodzi ci się w 100 % i słoneczko ci zaświeci
Ja zabieram swoją mamcie wszędzie pomimo że mamcia nie mówi tylko śpiewa wszędzie gdzie jesteśmy ,w kawiarni czy w klubie ja się tym nie przejmuję ,chyba że bardzo komuś przeszkadza to przeproszę ,ale na ogół kelnerki są miłe ,pomagają nawet wstać od stolika i otworzyć drzwi ,bo mamcia słabo chodzi ,jest po lekkim udarze .Ja mieszkam na 3 piętrze dużo czasu mi zajmuje zejść czy wyjść po schodach ,wychodzimy prawie codziennie ,chorzy ludzie są tacy bezradni ,ja ze wszystkich sił chcę tą przykrą starość uprzyjemnić i dać siłę bezpieczeństwa .Czuję że mamcia jest szczęśliwa i ja też .I jeżeli kiedyś odejdzie to nie będę miała wyrzutów sumienia .Jesteś silna i na pewno sobie poradzisz .życzę ci tego z całego serca .
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
Witaj. Ja też wychodzę z ojcem na spacery i spotykam się z różnymi reakcjami ludzi. Mój tata niestety ma takie natręctwo, że na spacerze co chwilę spluwa, więc tym bardziej ludzie dziwnie patrzą. Ja staram się tym nie przejmować, bo spacery przy tej chorobie są bardzo ważne. Uważam tylko żeby niechcący kogoś nie opluł. Moja mama ma 82 lata i opiekuje się ojcem kiedy jestem w pracy. Uważam że twoja mama powinna też jakoś się włączyć żeby Ci pomóc. Skoro nie są rozwiedzeni to tym bardziej ma obowiązek, nie mówiąć o zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jeżeli nie może pomóc Ci w opiece, to powinna wesprzeć Cię finansowo, żebyś mogła opłacić jakąś pomoc w opiece. Pewnie kiedyś jak ojca zabraknie to będzie mogła wybrać sobie emeryturę po mężu o ile będzie wyższa od jej własnej. Ty jesteś bardzo wartościowym i wspaniałym człowiekiem. Z tego co piszesz widzę że potrafisz współczuć. I tak właśnie zawsze myśl o sobie. A ja myślę że jednak dobro w taki czy inny sposób jednak zawsze wraca do człowieka. Pozdrawiam i życzę odwagi.
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
dziękuję za wsparcie i słowa otuchy, czytam to sobie, że tak powiem, w kółko, bo u mnie problem spacerowy polega też na tym, że ja do ojca własnego po prostu mam uraz- on nie był dobrym człowiekiem, zawsze mocno obojętny wobec własnych dzieci, lekceważący i złośliwy- do dziś nie wiem dlaczego takim można być. Dlatego dla mnie przebywanie nawet na chwilę blisko niego nie jest przyjemne a spacer to jednak pół godziny z kimś- ciszy nie znoszę, zadaję mu pytania, ale w końcu pula się wyczerpuje a on nigdy sam z siebie nie zagai rozmowy ( chociaż potrafi), nawet będąc zdrowy nigdy ze mną nie rozmawiał, nigdy się nawet nie spytał jak się uczę, jak było w szkole itd. Wyrosłam w nienormalnym domu po prostu- także zazdroszczę sytuacji gdy czytam, że można się czymś cieszyć razem z chorym- ja nie mam pojęcia co to jest.
Re: straciłam jedyne wsparcie- gdzie szukać pomocy?
Jeżeli było tak jak piszesz to tym bardziej Cię podziwiam. Mój tata był wspaniałym człowiekiem a ja byłam jego ukochaną córeczką. Dlatego opieka nad nim jest jak gdyby kontynuacją dobrych relacji między nami, chociaż role się odwróciły i to on jest teraz "dzieckiem". Jedyne co sprawia mi trudność to zapanowanie nad żalem który mnie ogarnia gdy na niego patrzę i nie mogę zrozumieć dlaczego akurat jego musiało to spotkać. Twoje zasługi są stokroć większe, gdyż dajesz coś czego sama nigdy nie otrzymałaś. Na tym forum jest wielu ludzi którzy przechodzą lub przechodzili przez to samo co Ty, dlatego pisz co Ci leży na sercu. Zawsze to jakaś ulga gdy znajdziesz tu zrozumienie. Pozdrawiam i życzę wytrwałości.