Wspólne mieszkanie z Babcią.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witam wszystkich!
To mój pierwszy post na tym forum, ale podczytuję je od roku, w gorszych chwilach.
Na początku powiem, że mam 23 lata, jestem studentką i od prawie 2 lat mieszkam z babcią (w listopadzie skończy 79 lat). Chciałam studiować na drugim koncu Polski, nie wyszło, po liceum miałam rok przerwy kiedy to na spokojnie wszystko sobie przemyślałam. Zaczęłam jeździć do babci, bo wtedy już mieszkała sama (jak byłam mała mieszkalismy wszyscy razem, ja, mama, tata, mój brat, babcia i dziadek - drugi partner babci. Kiedy skonczyłam 7 lat wyprowadzilismy sie z rodzicami 100 km dalej. 6 lat temu od babci wypowadził się mój brat, a 5 lat temu zmarł dziadek).
Dogadywałam się z babcią jak z przyjaciółką, zresztą od zawsze byłam z nią związana. I teraz gdy pomyślę, że było tak zaledwie 2 lata temu to aż serce się ściska. Podczas tych kilkudniowych wizyt zaczęłam zauważać, że z babcią nie dzieje się najlepiej, zaczęła zapominać drobnych rzeczy, ale jednak, mimo wszystko zbyt istotnych. W tym czasie babcia zaczęła też gwałtownie chudnąć. Dość szybko moja mama i ciocia (córki babci) zajęły się wizytami u lekarzy. Głównie ciocia się tym zajmowała, bo mieszka na miejscu (w innej czesci miasta).
Wtedy tez wiedziałam, ze babcia nie moze byc sama, więc postanowiłam z nia zamieszkac i tu studiować. Tata zrobił duży remont mieszkania, które juz było w opłakanym stanie (stara kamienica, piece kaflowe, które niestety nadal są, przed remontem brak ciepłej wody itd.), Także po remoncie warunki babci zycia sie poprawiły.
Na pierwszym roku moich studiów nie było tak źle, babcia bywała upierdliwa, ale jednak więcej było spokojnych i normalnych dni.
Schody zaczęły się na drugim roku (obecnym).
- Babcia coraz częściej jest agresywna (chociaż agresywna, to ona całe życie bywała - miała bardzo ciężkie życie, pierwszego męża alkoholika, z którym żyła 25 lat, niejednokrotnie była bita).
- chciałaby, żeby cały świat kręcił się wokół niej. Liczą się głównie jej potrzeby. Często kładę się spać bardzo późno (4-5 rano, wymagajace studia) i gdy mam okazję pospać dłużej, np. zajęcia na 12 potrafi przychodzic do mnie i od 7 rano co 5 minut pytac sie czy czynsz jest zapłacony itp. Wiadomo, jestem niewyspana, ja sie denerwuje i ona.
- kiedy gdzies wychodze lub ktos do mnie przyjdzie (od razu zaznaczam, ze kazda z nas ma swój pokój, kazdy po 30m2, wiec nie przeszkadzamy sobie), jest wyraźnie niezadowolona. Najlepiej jest gdy siedze cały dzien w domu i spedzam z nia czas.
- ogromne awantury są podczas sprzatania mieszkania. Babcia nigdy nie była pedantką, nie przywiązywała wagi do estetyki czy porządku przestrzeni w której zyje. Ja pedantką też nie jestem, zdarza mi sie bałagan w pokoju, ale nigdy brud. Wysarczy tydzien nie posprzatac w kuchni, a dosłownie brud jest niesamowity (sprzatam regularnie co sobote, piore itd. wiadomo w tygodniu jest z tym trudniej, a sprzatam w zasadzie tylko ja). Babcia jednym mopem sprzata katke schodowa, kuchnie, łazienke i korytarz. Nie musze chyba mówić, że takie sprzatanie nic nie daje. Prosze, zeby wcale nie sprzatała, bo później tak czy siak to ja mam wiecej roboty. I wtedy sa awantury, bo to jej mieszkanie i ona bedzie zyła tak jak chce. Problemy są tez odnosnie prania jej rzeczy, poscieli. Ona sama robi tornado w kuchni, w kazdej szafce jest wszystko, talerze, makaron, worki i reklamówki (WORKI! w poniedziałek sprzatałam na błysk kuchnie, kazda szafke, z kazdej szafki zebrałam po duzej reklamówce worków, woreczków). Wiem, że to akurat robi, bo nie wie co w której szafce powinno byc - ale sami wiecie, takie rzeczy wykaczaja. Wiekszosc naczyn musze myc własnie co sobote, bo babcia je tylko spłukuje wodą, wiec nie sa nawet umyte. Trudno talerz po obiedzie spłukac zimna woda...
W ogóle ma zachowania sprzyjające zbieractwu, nie wolno wyrzucac zadnych jej naczyn (mieszkamy dwie, mamy naczyn jak na rodzine przynajmniej 8 osobowa, nigdy nie odwiedza nas na raz wiecej jak 4 osoby). Kiedy juz cos wyrzuce jest awantura, ze niszcze jej dobytek. Tak samo było przy remoncie, do tej pory wypomina mojemu tacie ze wyrzcił jej wirówke (mimo tego, ze gdy tylko ja ruszył odpadło dno).
Ehhh.... widze, ze mój post jest chaotyczny i troszke bez sensu, ale musiałam sie wypisac komus kto to zrozumie.
Leczenie babci trwa 2 lata, jest mozolne i w zasadzie jeszcze nic jednoznacznie nie zostało ustalone.
Babcia przyjmuje nimvastid i exelon (od około pół roku), od tygodnia chodzi na zastrzyki B12, do tego leki na tarczyce, nadcisnienie i serce.
W ciagu ostatnich 3 tygodni 2 razy miała robione jakies testy, najpierw na sprawnosc fizyczna (podnoszenie reki, nogi itp.), teraz we wtorek wywiad z nia, gdzie mieszkała, nazwisko panienskie. Nie wiem dokładnie bo nie było mnie przy tym. Wizytami u lekarzy do tego czasu zajmowała sie moja ciocia, ale ze wzgledu, ze ma chora i lezącą juz tesciową pałeczke w kontroli lekarskiej przejmuje moja mama, która musi dojezdzac kawałek drogi, a nie ma prawa jazdy. Ja oczywiscie tez bede w tym uczestniczyc, gdy tylko bede mogła. Cały czas chciałam, ale ciocia zapewniała, ze to jeszcze nie czas.
Pod koniec tego roku rozwazałam wyprowadzke od babci, bo zdarzały sie ciezsze tygodnie kiedy nie miałam swojego zycia, tylko babcie na głowie. Oczywiscie sie nie wyprowadziłam, bo pekłoby mi serce. Bardzo kocham babcie, czesto doprowadza mnie do skrajnych emocji, ale mimo to jej nie zostawie.
Babcia jest sprawna, sama się myje, robi jedzenie, gotuje obiady dla siebie i dla mnie (na samym poczatku kazda z nas miała gotowac dla siebie - babcia i tak cały czas gotowała dla nas obu, wiec ja przestałam. Od jesieni ja miałam przejac pałeczke przy obiadach, ale gdy tylko poszłam na zajecia babcia i tak gotowała, zapominajac ze ja juz przygotowałam dla nas jedzenie, wiec znowu dałam z tym spokój, bo tak czy siak któras z nas wyrzucała...). Nie ma problemów ze spaniem. Od niemal roku opłacam wszystkie rachunki, a babcia nadal mi wypisuje druczki na mieszkanie... to akurat jest jej probem, bo bardzo sie stresuje, ze zapomni zapłacic, ze nas wyrzuca z mieszkania itd. Wiec tydzien przed terminem płatnosci codziennie co 10 minut słyszepytanie czy mieszkanie jest opłacone.
Dzisiaj cały dzien zajęły pytania o to kiedy ma isc na zastrzyki. Przychodnia jest bardzo, bardzo blisko wiec na nie akurat chodzi sama. Nadal zreszta chodzi do dwóch najblizszych sklepów po najprostrze zakupy.Ma tylko fazy, że np. jednego tygodnia codziennie kupuje bułke tartą, później jest przerwa i kolejny tydzien to np. cukier. W zasadzie powtarza sie mąka, cukier, bułka tarta, te rzeczy kupuje w nadmiernych ilosciach, ale poza tym nic takiego nie robi. Nie zna juz wartosci pieniadza, dlatego staram sie kontrolowac, zeby w portfelu miała 50 maksymalnie 100 zł.
Są dni kiedy jest spokojna i 'normalna', ale zdecydowana wiekszosc to dni kiedy bez widocznej przyczyny staje sie agresywna. Czasami zdaje sobie sprawe z tego ze nie pamieta wielu rzeczy i przeprasza mnie za czeste pytania, innego dnia twierdzi, ze ona jest zupełnie zdrowa i zapomina drobnostek jak kazdy człowiek. No i te najgorsze dni kiedy jest agresywna.
Do tego dochodzą podejrzenia, ze ktos jej cos ukradł, np. sąsiad lub oczywiscie ja. Prawda jest taka, ze najczesciej cos gdzies połozy i nie wie gdzie to jest. Albo najzwyczajniej w swiecie sie cos zuzyje, skonczy. Babci sie wydaje, ze jesli kupi pomadke do ust to bedzie ja miała wiecznie.
I to chyba tyle, o szczegółach mogłabym sie rozpisywac jak kazdy z nas.
Ale po prostu czasami ręce opadaja i nie ma sie siły.
Najbardziej mnie denerwuje to, ze diagnoza i leczenie bardzo wolno postepuje, do tej pory nikt jednoznacznie nam nie powiedział co sie moze dziac, a kreci sie to od 2 lat. Niestety badania i lekarze sa na NFZ,a nie oszukujmy sie, prywatne leczenie przebiega inaczej.
Do tego babcia bardzo dobrze potrafi sie kamuflowac, przy lekarzach czy obcych osobach potrafi byc spokojna i mówic w taki sposób jakby naprawde wszystko było z nia ok. W swieta poznała dziewczyne mojego brata i speddziła z nia 3 dni. Gdy po tygodniu ja znowu zobaczyła nie miała pojecia kto to jest.
Boli mnie strasznie to na co patrze, że tak naprawdę nie mogę jej pomóc i jakos ulzyc w tym wszystkim. Przy tym sama juz czuje zmeczenie, a wiem, ze lepiej nie bedzie.
To mój pierwszy post na tym forum, ale podczytuję je od roku, w gorszych chwilach.
Na początku powiem, że mam 23 lata, jestem studentką i od prawie 2 lat mieszkam z babcią (w listopadzie skończy 79 lat). Chciałam studiować na drugim koncu Polski, nie wyszło, po liceum miałam rok przerwy kiedy to na spokojnie wszystko sobie przemyślałam. Zaczęłam jeździć do babci, bo wtedy już mieszkała sama (jak byłam mała mieszkalismy wszyscy razem, ja, mama, tata, mój brat, babcia i dziadek - drugi partner babci. Kiedy skonczyłam 7 lat wyprowadzilismy sie z rodzicami 100 km dalej. 6 lat temu od babci wypowadził się mój brat, a 5 lat temu zmarł dziadek).
Dogadywałam się z babcią jak z przyjaciółką, zresztą od zawsze byłam z nią związana. I teraz gdy pomyślę, że było tak zaledwie 2 lata temu to aż serce się ściska. Podczas tych kilkudniowych wizyt zaczęłam zauważać, że z babcią nie dzieje się najlepiej, zaczęła zapominać drobnych rzeczy, ale jednak, mimo wszystko zbyt istotnych. W tym czasie babcia zaczęła też gwałtownie chudnąć. Dość szybko moja mama i ciocia (córki babci) zajęły się wizytami u lekarzy. Głównie ciocia się tym zajmowała, bo mieszka na miejscu (w innej czesci miasta).
Wtedy tez wiedziałam, ze babcia nie moze byc sama, więc postanowiłam z nia zamieszkac i tu studiować. Tata zrobił duży remont mieszkania, które juz było w opłakanym stanie (stara kamienica, piece kaflowe, które niestety nadal są, przed remontem brak ciepłej wody itd.), Także po remoncie warunki babci zycia sie poprawiły.
Na pierwszym roku moich studiów nie było tak źle, babcia bywała upierdliwa, ale jednak więcej było spokojnych i normalnych dni.
Schody zaczęły się na drugim roku (obecnym).
- Babcia coraz częściej jest agresywna (chociaż agresywna, to ona całe życie bywała - miała bardzo ciężkie życie, pierwszego męża alkoholika, z którym żyła 25 lat, niejednokrotnie była bita).
- chciałaby, żeby cały świat kręcił się wokół niej. Liczą się głównie jej potrzeby. Często kładę się spać bardzo późno (4-5 rano, wymagajace studia) i gdy mam okazję pospać dłużej, np. zajęcia na 12 potrafi przychodzic do mnie i od 7 rano co 5 minut pytac sie czy czynsz jest zapłacony itp. Wiadomo, jestem niewyspana, ja sie denerwuje i ona.
- kiedy gdzies wychodze lub ktos do mnie przyjdzie (od razu zaznaczam, ze kazda z nas ma swój pokój, kazdy po 30m2, wiec nie przeszkadzamy sobie), jest wyraźnie niezadowolona. Najlepiej jest gdy siedze cały dzien w domu i spedzam z nia czas.
- ogromne awantury są podczas sprzatania mieszkania. Babcia nigdy nie była pedantką, nie przywiązywała wagi do estetyki czy porządku przestrzeni w której zyje. Ja pedantką też nie jestem, zdarza mi sie bałagan w pokoju, ale nigdy brud. Wysarczy tydzien nie posprzatac w kuchni, a dosłownie brud jest niesamowity (sprzatam regularnie co sobote, piore itd. wiadomo w tygodniu jest z tym trudniej, a sprzatam w zasadzie tylko ja). Babcia jednym mopem sprzata katke schodowa, kuchnie, łazienke i korytarz. Nie musze chyba mówić, że takie sprzatanie nic nie daje. Prosze, zeby wcale nie sprzatała, bo później tak czy siak to ja mam wiecej roboty. I wtedy sa awantury, bo to jej mieszkanie i ona bedzie zyła tak jak chce. Problemy są tez odnosnie prania jej rzeczy, poscieli. Ona sama robi tornado w kuchni, w kazdej szafce jest wszystko, talerze, makaron, worki i reklamówki (WORKI! w poniedziałek sprzatałam na błysk kuchnie, kazda szafke, z kazdej szafki zebrałam po duzej reklamówce worków, woreczków). Wiem, że to akurat robi, bo nie wie co w której szafce powinno byc - ale sami wiecie, takie rzeczy wykaczaja. Wiekszosc naczyn musze myc własnie co sobote, bo babcia je tylko spłukuje wodą, wiec nie sa nawet umyte. Trudno talerz po obiedzie spłukac zimna woda...
W ogóle ma zachowania sprzyjające zbieractwu, nie wolno wyrzucac zadnych jej naczyn (mieszkamy dwie, mamy naczyn jak na rodzine przynajmniej 8 osobowa, nigdy nie odwiedza nas na raz wiecej jak 4 osoby). Kiedy juz cos wyrzuce jest awantura, ze niszcze jej dobytek. Tak samo było przy remoncie, do tej pory wypomina mojemu tacie ze wyrzcił jej wirówke (mimo tego, ze gdy tylko ja ruszył odpadło dno).
Ehhh.... widze, ze mój post jest chaotyczny i troszke bez sensu, ale musiałam sie wypisac komus kto to zrozumie.
Leczenie babci trwa 2 lata, jest mozolne i w zasadzie jeszcze nic jednoznacznie nie zostało ustalone.
Babcia przyjmuje nimvastid i exelon (od około pół roku), od tygodnia chodzi na zastrzyki B12, do tego leki na tarczyce, nadcisnienie i serce.
W ciagu ostatnich 3 tygodni 2 razy miała robione jakies testy, najpierw na sprawnosc fizyczna (podnoszenie reki, nogi itp.), teraz we wtorek wywiad z nia, gdzie mieszkała, nazwisko panienskie. Nie wiem dokładnie bo nie było mnie przy tym. Wizytami u lekarzy do tego czasu zajmowała sie moja ciocia, ale ze wzgledu, ze ma chora i lezącą juz tesciową pałeczke w kontroli lekarskiej przejmuje moja mama, która musi dojezdzac kawałek drogi, a nie ma prawa jazdy. Ja oczywiscie tez bede w tym uczestniczyc, gdy tylko bede mogła. Cały czas chciałam, ale ciocia zapewniała, ze to jeszcze nie czas.
Pod koniec tego roku rozwazałam wyprowadzke od babci, bo zdarzały sie ciezsze tygodnie kiedy nie miałam swojego zycia, tylko babcie na głowie. Oczywiscie sie nie wyprowadziłam, bo pekłoby mi serce. Bardzo kocham babcie, czesto doprowadza mnie do skrajnych emocji, ale mimo to jej nie zostawie.
Babcia jest sprawna, sama się myje, robi jedzenie, gotuje obiady dla siebie i dla mnie (na samym poczatku kazda z nas miała gotowac dla siebie - babcia i tak cały czas gotowała dla nas obu, wiec ja przestałam. Od jesieni ja miałam przejac pałeczke przy obiadach, ale gdy tylko poszłam na zajecia babcia i tak gotowała, zapominajac ze ja juz przygotowałam dla nas jedzenie, wiec znowu dałam z tym spokój, bo tak czy siak któras z nas wyrzucała...). Nie ma problemów ze spaniem. Od niemal roku opłacam wszystkie rachunki, a babcia nadal mi wypisuje druczki na mieszkanie... to akurat jest jej probem, bo bardzo sie stresuje, ze zapomni zapłacic, ze nas wyrzuca z mieszkania itd. Wiec tydzien przed terminem płatnosci codziennie co 10 minut słyszepytanie czy mieszkanie jest opłacone.
Dzisiaj cały dzien zajęły pytania o to kiedy ma isc na zastrzyki. Przychodnia jest bardzo, bardzo blisko wiec na nie akurat chodzi sama. Nadal zreszta chodzi do dwóch najblizszych sklepów po najprostrze zakupy.Ma tylko fazy, że np. jednego tygodnia codziennie kupuje bułke tartą, później jest przerwa i kolejny tydzien to np. cukier. W zasadzie powtarza sie mąka, cukier, bułka tarta, te rzeczy kupuje w nadmiernych ilosciach, ale poza tym nic takiego nie robi. Nie zna juz wartosci pieniadza, dlatego staram sie kontrolowac, zeby w portfelu miała 50 maksymalnie 100 zł.
Są dni kiedy jest spokojna i 'normalna', ale zdecydowana wiekszosc to dni kiedy bez widocznej przyczyny staje sie agresywna. Czasami zdaje sobie sprawe z tego ze nie pamieta wielu rzeczy i przeprasza mnie za czeste pytania, innego dnia twierdzi, ze ona jest zupełnie zdrowa i zapomina drobnostek jak kazdy człowiek. No i te najgorsze dni kiedy jest agresywna.
Do tego dochodzą podejrzenia, ze ktos jej cos ukradł, np. sąsiad lub oczywiscie ja. Prawda jest taka, ze najczesciej cos gdzies połozy i nie wie gdzie to jest. Albo najzwyczajniej w swiecie sie cos zuzyje, skonczy. Babci sie wydaje, ze jesli kupi pomadke do ust to bedzie ja miała wiecznie.
I to chyba tyle, o szczegółach mogłabym sie rozpisywac jak kazdy z nas.
Ale po prostu czasami ręce opadaja i nie ma sie siły.
Najbardziej mnie denerwuje to, ze diagnoza i leczenie bardzo wolno postepuje, do tej pory nikt jednoznacznie nam nie powiedział co sie moze dziac, a kreci sie to od 2 lat. Niestety badania i lekarze sa na NFZ,a nie oszukujmy sie, prywatne leczenie przebiega inaczej.
Do tego babcia bardzo dobrze potrafi sie kamuflowac, przy lekarzach czy obcych osobach potrafi byc spokojna i mówic w taki sposób jakby naprawde wszystko było z nia ok. W swieta poznała dziewczyne mojego brata i speddziła z nia 3 dni. Gdy po tygodniu ja znowu zobaczyła nie miała pojecia kto to jest.
Boli mnie strasznie to na co patrze, że tak naprawdę nie mogę jej pomóc i jakos ulzyc w tym wszystkim. Przy tym sama juz czuje zmeczenie, a wiem, ze lepiej nie bedzie.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Będzie coraz gorzej.
We Francji takie osoby już dawno lądują w "domach Trzeciego Wieku", standart różny, zależnie od środków. Załatwiają to sobie nieraz same, gdy jeszcze sprawne umysłowo i fizycznie, ale stare i samotne. Rodzaj akademika z pojedyńczymi pokojami, pielęgniarką i lekarzem na dole.
W Polsce znaleźliśmy dla mojej Mamy coś podobnego w Lisówkach pod Poznaniem. Osoby zupełnie sprawne, co same jeździły na zakupy do miasta i panie z Alzheimerem, którym raz towarzyszyłam na spacerze, bo mogłyby się zgubić w przyległym parku.
Będzie coraz gorzej. Poczytaj to forum. Kto jest w tej chwili u was głową rodziny? Babcię już dawno należy ubezwłasnowolnić, by nie zapisała domu ("bo to jej!") księżom czy komukolwiek. Następnie znaleźć dla niej dom opeki, z NFZ, w pobliżu i czysty. To nie jest oddanie jak psa do schroniska, ale jak do sanatorium, gdzie lepsza opieka. Częstymi wizytami możercie doglądać jakie są warunki.
To jest po prostu jedyne możliwe wyjście. I najlepsze dla wszystkich. Już w tej chwili nie wyrabiasz, a dalej będziesz musiała przerwać studia. W końcu nawet na pełny etat przy babci nie dasz sobie rady...
Kto decyduje w Twojej rodzinie? Też już jesteś dorosła. Znajdź rozwiązanie najlepsze dla WSZYSTKICH, także i dla ciebie. Przedstaw sprawę rodzinie i może nawet będziesz musiała wziąć sprawę w swoje ręce. 1° Ubezwłasnowolnienie. 2° Dom opieki.
No i zaraz należy ustalić, kto kiedy odwiedza babcię, żeby miała cotygodniową wizytę.
Babcię to też nieco odstresuje co do czynszów, zakupów. Są tam też inne osoby, z którymi może pogadać. (Osoby starsze skarżą się na samotność.)
We Francji takie osoby już dawno lądują w "domach Trzeciego Wieku", standart różny, zależnie od środków. Załatwiają to sobie nieraz same, gdy jeszcze sprawne umysłowo i fizycznie, ale stare i samotne. Rodzaj akademika z pojedyńczymi pokojami, pielęgniarką i lekarzem na dole.
W Polsce znaleźliśmy dla mojej Mamy coś podobnego w Lisówkach pod Poznaniem. Osoby zupełnie sprawne, co same jeździły na zakupy do miasta i panie z Alzheimerem, którym raz towarzyszyłam na spacerze, bo mogłyby się zgubić w przyległym parku.
Będzie coraz gorzej. Poczytaj to forum. Kto jest w tej chwili u was głową rodziny? Babcię już dawno należy ubezwłasnowolnić, by nie zapisała domu ("bo to jej!") księżom czy komukolwiek. Następnie znaleźć dla niej dom opeki, z NFZ, w pobliżu i czysty. To nie jest oddanie jak psa do schroniska, ale jak do sanatorium, gdzie lepsza opieka. Częstymi wizytami możercie doglądać jakie są warunki.
To jest po prostu jedyne możliwe wyjście. I najlepsze dla wszystkich. Już w tej chwili nie wyrabiasz, a dalej będziesz musiała przerwać studia. W końcu nawet na pełny etat przy babci nie dasz sobie rady...
Kto decyduje w Twojej rodzinie? Też już jesteś dorosła. Znajdź rozwiązanie najlepsze dla WSZYSTKICH, także i dla ciebie. Przedstaw sprawę rodzinie i może nawet będziesz musiała wziąć sprawę w swoje ręce. 1° Ubezwłasnowolnienie. 2° Dom opieki.
No i zaraz należy ustalić, kto kiedy odwiedza babcię, żeby miała cotygodniową wizytę.
Babcię to też nieco odstresuje co do czynszów, zakupów. Są tam też inne osoby, z którymi może pogadać. (Osoby starsze skarżą się na samotność.)
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Bardzo dziękuję za wyczerpującą wypowiedź.
Wiadomo, że głównym decydującym w mojej rodzinie jest tata. Ale babcia jest mamą mojej mamy i ciotki. Poza nimi nie ma nikogo. Do tej pory ciocia angażowała się w załątwianie spraw u lekarzy, ale jak wspominałam idzie to bardzo wolno. W przeciągu dwóch lat dopiero od początku tego roku coś ruszyło się, w moim zdaniem, dobrym kierunku.
Po prostu nie wiedzieliśmy od czego zacząć, a służba zdrowia (przynajmniej w miejscach gdzie babcia trafiała), tez nam nie pomogła. Ubezwłasnowolnienie wezmę pod uwagę i na pewno jak najszybciej to załatwimy. Wszelkie opłaty rachunków itp. i tak prowadzę ja, więc z tym nie będzie problemu.
O domu opieki przewijały się rozmowy wśród najbliższej rodziny, ale na razie to dość nieśmiały temat.
W zasadzie gdyby nie to, że zamieszkałam z babcią, być może nikt by się nie zorientował, że jest z nią tak źle. Początkowo mama jak i ciotka myślały, że ściemniam. Babcia naprawdę świetnie potrafi się kamuflować. Dopiero po spędzeniu z babcią 3-4 dni widać wszystko jak na dłoni.
Najpierw myślałam, żeby może wziąć opiekunkę na czas kiedy jestem na zajęciach, żeby przyzwyczaiła się i może zrozumiała, że opieka innej, wykwalfikowanej osoby jest lepsza.
Albo między tym może jakieś zajęcia grupowe dla ludzi z jej problemem. Wydaje mi się, że czytałam na tym forum, że ktoś woził swojego tatę na takie zajęcia i jego kondycja psychiczna się poprawiła.
Wiadomo, że głównym decydującym w mojej rodzinie jest tata. Ale babcia jest mamą mojej mamy i ciotki. Poza nimi nie ma nikogo. Do tej pory ciocia angażowała się w załątwianie spraw u lekarzy, ale jak wspominałam idzie to bardzo wolno. W przeciągu dwóch lat dopiero od początku tego roku coś ruszyło się, w moim zdaniem, dobrym kierunku.
Po prostu nie wiedzieliśmy od czego zacząć, a służba zdrowia (przynajmniej w miejscach gdzie babcia trafiała), tez nam nie pomogła. Ubezwłasnowolnienie wezmę pod uwagę i na pewno jak najszybciej to załatwimy. Wszelkie opłaty rachunków itp. i tak prowadzę ja, więc z tym nie będzie problemu.
O domu opieki przewijały się rozmowy wśród najbliższej rodziny, ale na razie to dość nieśmiały temat.
W zasadzie gdyby nie to, że zamieszkałam z babcią, być może nikt by się nie zorientował, że jest z nią tak źle. Początkowo mama jak i ciotka myślały, że ściemniam. Babcia naprawdę świetnie potrafi się kamuflować. Dopiero po spędzeniu z babcią 3-4 dni widać wszystko jak na dłoni.
Najpierw myślałam, żeby może wziąć opiekunkę na czas kiedy jestem na zajęciach, żeby przyzwyczaiła się i może zrozumiała, że opieka innej, wykwalfikowanej osoby jest lepsza.
Albo między tym może jakieś zajęcia grupowe dla ludzi z jej problemem. Wydaje mi się, że czytałam na tym forum, że ktoś woził swojego tatę na takie zajęcia i jego kondycja psychiczna się poprawiła.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witaj,
Jaką diagnozę ma postawioną Babcia?
Załatwcie najpierw pełnomocnictwo notarialne. Bo sprawa o ubezwlasnowolnienie może się ciągnąć.
Jeśli w okolicy jest jakiś Dom Dziennej Opieki to wożenie tam Babci to bardzo dobry pomysł.
Jaką diagnozę ma postawioną Babcia?
Załatwcie najpierw pełnomocnictwo notarialne. Bo sprawa o ubezwlasnowolnienie może się ciągnąć.
Jeśli w okolicy jest jakiś Dom Dziennej Opieki to wożenie tam Babci to bardzo dobry pomysł.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witam również!
Babcia póki co nie ma postawionej diagnozy, eliminowanie wszystkich innych chorób zajęło mnóstwo czasu, trafiali się lekarze, którzy sugerowali, że jej problemy z pamięcią są czymś normalnym w jej wieku. Teraz trafiła do centrum medycznego Euromedis w Szczecinie. W tym tygodniu miała wykonany ponownie tomograf. Wyniki i kolejna wizyta dopiero za miesiąc. We wtorek miała robione testy pamięciowe, które poszły jej nie najgorzej. Przy następnej wizycie chcę być obecna (choćby się waliło i paliło i tak tam pójdę), żeby porozmawiać z lekarzem/lekarzami i przedstawić swoje doświadczenia z babcią.
Babcia póki co nie ma postawionej diagnozy, eliminowanie wszystkich innych chorób zajęło mnóstwo czasu, trafiali się lekarze, którzy sugerowali, że jej problemy z pamięcią są czymś normalnym w jej wieku. Teraz trafiła do centrum medycznego Euromedis w Szczecinie. W tym tygodniu miała wykonany ponownie tomograf. Wyniki i kolejna wizyta dopiero za miesiąc. We wtorek miała robione testy pamięciowe, które poszły jej nie najgorzej. Przy następnej wizycie chcę być obecna (choćby się waliło i paliło i tak tam pójdę), żeby porozmawiać z lekarzem/lekarzami i przedstawić swoje doświadczenia z babcią.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Dopóki Babcia nie ma postawionej diagnozy to sprawy o ubezwłasnowolnienie założyć nie można.
Ale pełnomocnictwo notarialne jak najbardziej można załatwić. I pobyt w Domu Dziennej Opieki też.
Babcia niekoniecznie musi mieć ch. Alzheimera. Objawy, które opisujesz jednoznaczne nie są.
To mogą być również jakieś zaburzenia psychiczne. Więc dobrze byłoby wybrać się z Babcią też do jakiegoś dobrego psychiatry.
Ale pełnomocnictwo notarialne jak najbardziej można załatwić. I pobyt w Domu Dziennej Opieki też.
Babcia niekoniecznie musi mieć ch. Alzheimera. Objawy, które opisujesz jednoznaczne nie są.
To mogą być również jakieś zaburzenia psychiczne. Więc dobrze byłoby wybrać się z Babcią też do jakiegoś dobrego psychiatry.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witaj Cosanostra:)
pozbieraj dokumentacje medyczną i za miesiąc złóżcie wniosek do miejskiego lub powiatowego zespołu orzekania o niepełnosprawności o uzyskanie dla Babci orzeczenia o niesprawności. Znaczny lub umiarkowany stopień niepełnosprawności daje możliwość odliczania kosztów leków, rehabilitacji, dojazdów na zabiegi od dochodu w rozliczeniu rocznym do US. Jako osoba niepełnosprawna Babcia może uzyskać dofinansowanie z PFRONu na dostosowanie mieszkania do jej postępującej niepełnosprawności. Piszę o tym z własnego doświadczenia. Pozdrawiam.
pozbieraj dokumentacje medyczną i za miesiąc złóżcie wniosek do miejskiego lub powiatowego zespołu orzekania o niepełnosprawności o uzyskanie dla Babci orzeczenia o niesprawności. Znaczny lub umiarkowany stopień niepełnosprawności daje możliwość odliczania kosztów leków, rehabilitacji, dojazdów na zabiegi od dochodu w rozliczeniu rocznym do US. Jako osoba niepełnosprawna Babcia może uzyskać dofinansowanie z PFRONu na dostosowanie mieszkania do jej postępującej niepełnosprawności. Piszę o tym z własnego doświadczenia. Pozdrawiam.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Wigi, tak, my również rozważaliśmy, że źródło babci problemów może być w psychice (tak jak mówiłam, miała bardzo ciężkie życie). Dlatego w najbliższym czasie planujemy wizytę u psychiatry.
Tanganika, bardzo dziękuję za podpowiedzi. Takich rzeczy nie wiedzieliśmy, bo nie mieliśmy wcześniej takiej sytuacji w rodzinie, stąd też nie wiedzieliśmy od czegoś zacząć.
Tanganika, bardzo dziękuję za podpowiedzi. Takich rzeczy nie wiedzieliśmy, bo nie mieliśmy wcześniej takiej sytuacji w rodzinie, stąd też nie wiedzieliśmy od czegoś zacząć.
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Cosanostra, proponuję poczekać z wizytą u psychiatry do czasu wizyty u neurologa i otrzymania wyników TK głowy.
Jeżeli chodzi o załatwianie stopnia niepełnosprawności to też tu musi być podstawa czyli diagnoza lekarska.
Jeżeli chodzi o załatwianie stopnia niepełnosprawności to też tu musi być podstawa czyli diagnoza lekarska.
-
cosanostra
- Posty: 13
- Rejestracja: środa 11 lut 2015, 19:49
Re: Wspólne mieszkanie z Babcią.
Witam po tygodniowej przerwie.
Wigi, tak, byłam ostatnio u swojego psychiatry i temat zszedł na moją babcię. Wezmę ją tam jak tylko dostanie wyniki (takie dostałam zalecenie od pani doktor, czyli dokładnie tak jaką poradę dostałam od Ciebie).
O załatwienie stopnia niepełnosprawności będziemy kombinować. Od mojej psychiatry dostałam też kilka wskazówek, jak skompletowanie historii choroby i w razie podpisania jakiegoś papierka przez babcie (naciagaczy nie brakuje) jest duze prawdopodobienstwo na odkręcenie sprawy. Jeśli coś takiego by się wydarzyło.
Wigi, tak, byłam ostatnio u swojego psychiatry i temat zszedł na moją babcię. Wezmę ją tam jak tylko dostanie wyniki (takie dostałam zalecenie od pani doktor, czyli dokładnie tak jaką poradę dostałam od Ciebie).
O załatwienie stopnia niepełnosprawności będziemy kombinować. Od mojej psychiatry dostałam też kilka wskazówek, jak skompletowanie historii choroby i w razie podpisania jakiegoś papierka przez babcie (naciagaczy nie brakuje) jest duze prawdopodobienstwo na odkręcenie sprawy. Jeśli coś takiego by się wydarzyło.