W ogóle nie przyszło mi do głowy,że jego brat mógłby partycypować w kosztach ewentualnego pobytu w domu opieki.Boże,przecież W. nigdy nie odzyska w inny sposób nawet grosza za swoje pół domu.Wigi,dzięki za tę podpowiedź.Ja wiem,że ugodowo to ja z nimi niczego nie osiągnę,ale zobaczyłam wreszcie jakieś światełko w tunelu.Zabiorę się i za ten temat.Może krócej będę się męczyć z wrogiem pod jednym dachem.wigi pisze: Poza tym w przypadku ubezwłasnowolnienia to on powinien(?) być opiekunem prawnym W. No i prawdopodobnie to on musi pokryć różnicę w opłatach za dom opieki (chyba, że W. trafi do ZOL) w ramach spłaty połowy domu, która należy do W. Rozumiem, że chcesz się rozwieść z W.
Nad rozwodem to się wcześniej w ogóle nie zastanawiałam.Chciałam uciec i spokojnie zwinąć się w kłębek w bezpiecznym miejscu.Teraz to sama nie wiem,jakie rozwiązanie będzie DLA MNIE najlepsze,ale też takie,żebym reszty życia nie spędziła z wyrzutami sumienia.
Niki,byłam dzisiaj w naszym USC.Też podali mi nr akt! Nie mogłam wyjść ze zdumienia.Adres mam od Ciebie.Zaczynam wierzyć,że sobie poradzę dzięki Wam i w innych sprawach.
W piątek wybiorę się też do naszej lekarki rodzinnej.Po pierwsze powiem,jak wyszło z neurologiem.Okazuje się,że za 300 zł można zrobić w naszym szpitalu TK z kontrastem,ale i tak potrzebne jest skierowanie od specjalisty.Po drugie poproszę o jakieś leki antydepresyjne.Dzisiejszej nocy tabletka nasenna już prawie nie działała a biorę dopiero tydzień.Czytałam Wasze podpowiedzi innym,że jak jest taka konieczność,to trzeba się ratować w ten sposób.
Inaczej zabraknie mi sił do walki.
Bardzo Wam dziękuję za to,że jesteście.Po 3 tyg. czarnej rozpaczy poczułam wreszcie,że nie jestem sama...